Tuesday, 29 April 2014

Wyplatanki

Weaving job


H: Mamo, a wiesz, że my z dziewczynami wychodzimy sobie z przedszkola do obcego ogrodu?
M: Taaaaak??? A jak się tam idzie?
H: Przez dziurę. W płocie.
M: Taaaak??? A gdzie ta dziura w płocie?
H: Schowana. Za krzakami. Trzeba w krzakach przez taki tunel wejść.
M: Taaaaak?? A skąd się bierze dziura w płocie?
H: Sie ją mamo wyplata. Rączkami.


:-D

Wyplatanie rączkami jest bardzo na czasie. Tak jak bym obudziła się pewnego poranka z włączonym programem na wyplatanie. Palce mnie świeżbią i to co dotąd było niemożliwe - możliwym powoli się staje. Było więc:
- plecenie warkocza - Kasia użyczyła swoich przedługich włosów i zawijas po zawijasie, zawijas po zawijasie - wyszedł spod moich palców pierwszy warkocz! Było przy tym trochę tupania i zgrzytania zębami jak się to i owo rozsypywało, ale każdy kto kiedyś robił pierwszego warkocza emocje te zrozumie ;)
- wyplatanie wianka - z pozbieranych w ogrodzie mleczy, praca z mamą na 4 ręce i dwa wianki. Było trochę tupania i zgrzytania zębami, jak się to i owo rozsypywało ;), ale pierwszy wianek wyszedł pierwsza klasa! Przyswajam powoli lekcję, że nowym umiejętnościom towarzyszy początkowy trud i frustracja, ale także wielka duma i radość.
- wyplatanie makatki z włóczki, ale o tym już było :)
- zakładanie gumki na włosy, także swoje, kiedy to sprytnym wywijasem dłoni i palców trzeba sobie tę gumkę pozawijać
- próby wiązania kokardek - wiązanie fikuśnych węzełków z paska szlafrokowego, że niby właśnie na specjalną kokardę. Oraz tupanie i zgrzytanie zębami, że ona jeszcze nie do końca może kokardowata, choć blisko kokardy z pewnością leżała
- i, co wydaje się symptomatyczne - zmiana w sposobie rysowania dłoni...! Z wielką dumą ("Mamo, czy ty wiesz, że ja już, od dzisiaj, to umiem rysować dłonie JAK DOROŚLI!?!?") wyjaśniłam, że najpierw to ja dłoni w ogóle nie rysowałam, potem rysowałam je jak takie zabazgrolone chmurki, potem nauczyłam się rysować je jako kółka z kreseczkami paluszków, a teraz... Teraz, panie dziejku, rysuję dłonie jak stary wyjadacz!

Najwyraźniej - coś we mnie dojrzewa, wzmacnia się i mielinizuje ;) 



I na koniec - Maria Montessori o dłoni człowieka jako o narzędziu jego inteligencji i psychicznego rozwoju: 


"Bo jeśli duch jest wolny, to pragnie zmaterializować się w dziele i zatrudnić przy tym dłonie. (…)

Między dłońmi a życiem psychicznym istnieje ścisły związek. W rzeczy samej: badacze studiujący budowę dłoni dowiedli, że odcisnęła się w nich historia człowieka i że dłoń jest organem psychicznym. (…) Dowiedziono, że rozwój dziecka związany jest z rozwojem dłoni, która uzewnętrznia bodziec psychiczny. Można wyrazić to następująco: Inteligencja dziecka osiąga określony poziom nie posługując się dłonią, wraz z aktywnością manualną osiąga poziom wyższy, zaś dziecko, które posługiwało się dłońmi ma silniejszy charakter" 

Historia rysowania dłowni maj 2013-kwiecień 2014 :) Od braku dłoni (1), poprzez dłonie-chmurki (2), dłonie-kółka z patyczkami (3) do dłoni właściwych (4) :)

The history of human hand drawing May 2013-April 2014: from no hand (1), through a fuzzy cloud hand (2), through a circle with sticks hand, to the professional hand (4) ;)
 
***

H: Mummy, did you know that me and the girls go out of the preschool to a strange garden?
M: Reeeaaallly??? How do you go there?
H: Through a hole. In the net. (fence)
M: Reeeaallyy? And where is this hole in the net?
H: Hidden. Behind the bushes. We need to crawl in there through a tunnel of branches.
M: Reeeaaalllyyy? And how did the hole appear in the net?

H: It gets unwoven, mummy. With the little handies...

:-D



Well... Weaving and unweaving with the little handies seems to be a recurring practice at the moment. It's as if I woke up one day in a weaving mode. My fingers are itchy and impossible skills are slowly becoming within a reach. My so far practice included:
- braiding a plait - Kasia lent me her super long hair and a twist after a twist after a twist - I braided my very first plait. There was a little bit of feet stumping and teeth grinding when bits were getting lose, but anyone who remembers their first plaits will understand the feeling
- making a flower garland - out of our garden dandelions, working with mummy with 4 hands and 2 garlands. There was a little bit of feet stumping and teeth grinding when bits were getting lose, but the garland came out first class!
- weaving material out of wool - but we've already talked about it
- putting on a hair elastic tie - with a clever twist and turn of my fingers to do it right
- attempting to make a bow - making fanciful knots on the dressing gown belt, looking like a special bow. There was a little bit of feet stumping and teeth grinding that the knot wasn't quite a bow. But it was close enough for now :)
-  and what seems symptomatic - a big change in the way a hand is drawn on my pictures! With great pride ("Mummy, did you know that now I can draw hands like adults do!?!?!") I explained that at first I couldn't and didn't draw hands at all, then I was drawing them as fuzzy little clouds at the end of arms, then I learned to draw them as circles with sticks of fingers and now... Now, ladies and gentlemen, I draw them like a pro :)


And last, but not least - a few thoughts of Maria Montessori, who viewed the human hand as a tool of personal and intellectual development:

"The human hand, so delicate and so complicated not only allows the mind to reveal itself but it enables the whole being to enter into special relationships with its environment. We might even say that man takes possession of his environment with his hands.”    

“The hands are the instruments of man’s intelligence.”

"Man builds himself through working, working with his hands, but using his hands as the instruments of his ego, the organ of his individual mind and will, which shapes its own existence face to face with its environment."

No comments:

Post a Comment