Friday, 26 July 2013

W międzyczasie - drzewa

In the meantime - trees


H (w zdumieniu i zachwycie, patrząc przez okno w wizytowanym miejscu): Mamo! Czy ty wiesz, że ja właśnie zobaczyłam  K L O N A!?!?

Piękny moment - rozpoznania... Rzeczywiście, za oknem piął się klon. Drzewo najlepiej zapamiętane z naszego krótkiego spaceru przyrodniczego. W późniejszym czasie - nieprawidłowo rozpoznane przez mamę na innym spacerze, co wykazałam jej bez zwłoki (H: Mamo, ale czy klony mają TAKIE kulki??? W rzeczy samej, był to platan...)

H (in astonishment and with delight, looking out the window): Mummy, did you know that I just saw a MAPLE TREE?!?!

A beautiful moment of recognition... Indeed, it was a maple tree. A tree species best remembered from our short nature walk the other day. Later on, on another walk, mistaken by Mummy, which got pointed out immediately (H: But Mummy, do maple trees have such balls hanging off them??? Indeed they don't, platanus does...)

Które drzewo z tych trzech znalazłaś?
Which tree out of these three did you find?

***
W ciągu półgodzinnego spaceru zebrałyśmy próbki 6 gatunków drzew.
In the half an hour walk we found 6 tree species.

***
W domu segregowanie, porządkowanie, dopasowywanie, nazywanie i suszenie.
At home we sort, put in order, match, name and press.
 
Na koniec dokładamy roślinki znalezione przy drodze, szukamy ich w książce, nazywamy i również suszymy do zielnika.
Finally we add some plants found on the way, we try to find them in the book, name them and press as well.
 
 

Wednesday, 24 July 2013

Stało się...

And so it happened... 



Wybłagałam Mamę. Prosiłam i prosiłam. Przekonywałam. I udało się. Ja, Hannah, lat 4,5 wyruszyłam sama na rowerową przejażdżkę po osiedlu. Mama z sercem w gardle i z lornetką siedziała przy parapecie, aż nie zniknęłam za horyzontem...
Trochę się nie dogadałyśmy. To znaczy Mama tak uważa. Ona myślała, że się umówiłyśmy na moją jazdę na plac zabaw i z powrotem. Ja myślałam, że byłyśmy umówione na jazdę na plac zabaw, zaliczenie paru bocznych uliczek, drogi szutrowej i z powrotem. Taki tam drobiazg. A Mama zdążyła już swój rower wyciągnąć z garażu i ruszać na poszukiwanie. Naprawdę, niepotrzebne emocje...
Przy kolejnej wycieczce Mama jak zwykle przypominała, że mam się trzymać prawej strony ulicy ("Mamo, a która to jest prawa" "Aaaaaaaaa!!!" - odpowiedziała w duchu mama). Dla utrwalenia kierunków założyła mi frotkę na prawy nadgarstek. Świetny pomysł. Pamiętając, że w drodze powrotnej coś jest jakby inaczej na wszelki wypadek po zawróceniu przełożyłam frotkę na drugą rękę ("Aaaaaaa!!!" - pomyślała mama i postanowiła zamalować prawą rączkę kierownicy...).
Plany są też takie, żeby wypuszczać mnie z kuchennym minutnikiem ustawionym na 15 minut na moje wycieczki, żebym wiedziała kiedy wracać. Bo przecież nie wiem jeszcze zbyt dokładnie ile to 15 minut ("Aaaaaa...!)


I begged and pleaded. And begged again. Persuaded and argumented. Succesfully! Me, Hannah, aged 4.5 went for a solo ride on my bicycle around my housing estate. Mummy petrified stayed behind, glued to her binoculars until I disappeared behind the horizon.
We kind of did not communicate very accurately. At least Mummy thinks so. Apparently she was under the impression that we agreed that I would cycle to the playground and back. Whereas I thought we agreed I was going to cycle to the playground, then down a few lanes, along some bumpy roads and then back. Nothing much really. However, she already managed to get her bicycle out of the garage and was ready to set off to search and rescue... Really, unnecessary emotion.
With my next trip, I was reminded, like always to keep to the right side of the street ("Mummy, but which is right?", "Aaaaaaa!!!" - thought Mummy in exasperation). To help my orientation she put on a hairband on my right wrist. A great idea. As I remembered something was kind of changing with the road sides on the way back - I made sure to change the hair band to the other wrist on my return. ("Aaaaaaaaaaa!!!" - thought Mummy in exasperation and decided to paint the right handlebar).
There is a plan to send me out cycling with a kitchen timer set to 15 minutes, so that I know when to come back home. As I don't know exactly yet how long 15 minutes is ("Aaaaaa!!!"...)

Ahoj :)

Ahoy :)



Poczułam, że wakacje naprawdę się zaczęły jak dołączyłam do załogi Klipera. Z Kliperem przedszkolaki przez tydzień żeglują na wszystkim co pływa (ze szczególnym uwzględnieniem Optimistów), szukają skarbów, zbierają czarne perły, jedzą na śniadanie płetwy rekinów, śpiewają szanty i słuchają kapitana (H: Mamo, czy ty wiesz, że na półkolonii nie mówi się "tak" tylko "tak jest!!"?"). I to wszystko bez rodziców, za to z psiapsiółkami :) 
Co tu dużo gadać - było świetnie :) Dziękujemy Nikusiowi za polecenie a Kliperowi za przygodę :)


I felt the summertime finally began when I joined the Kliper team for a preschoolers sailing camp. For a week we were testing anything that would float, with a special attention given to the Optimist dingy. Apart from sailing we spent our days searching treasures, collecting black pearls, eating shark fins for breakfast, singing drunken pirate songs and obeying the captain (H: Mummy did you know that at the camp we don't say "yes", but "yes, Sir!!"?"). And all of it without parents but with girlfriends :)
What can we say - it was really grand! :) Thank you Niko for the recommendation and to Kliper for great adventure :)

 
 
 
 
 
 
 
 

Sunday, 14 July 2013

Rower to jest swiat...

Tools of freedom


Odpępiam się kawałek po kawałku. Coraz więcej mnie we mnie, coraz wyraźniejsze granice, coraz gwałtowniejsza ich obrona. Uniezależnianie przeplata się z dzidziusiowaniem. Od 2 tygodni naszam znaleziony gdzieś w zabawkach smoczek, i jakby mi pozwolono, to normalnie bym ssała... Za bardzo nie pozwalają, więc ładuję do dzioba co mogę - paluszki swoje i mamy, ubranie, włosy... Ale to może ze wzglęgu na troski i smutki, które obecnie trochę przeżywam...?
Tak czy inaczej - wolność osobista niezmiennie jest dla mnie nadrzędną wartością, a w ostanim czasie posiadłam dostęp do dwóch cudownych narzędzi praktykowania owej wolności. Narzędzia te to rower i telefon :)

I'm cutting off my emotional umbilical cord bit after bit. There is more and more of me in me, I set more explicit borders, I defend them more fiercely. My independence is interlacing with babyhood though. I've been carrying around a dummy found among some toys for two weeks now, and if they let me - I would surely suck it. As I'm not quite allowed to do that - I stuff my mouth with what I can - my fingers, Mummy's fingers, clothes, hair... But this may have something to do with some worries and sadness I'm experiencing at the moment...
In any case - my personal freedom is at the top of my priorities and in the recent times I've acquired access to two wonderful tools of practising this freedom. The tools being: a bicycle and a telephone. :)

 
Trenuję, żeby rodzice pozwolili mi: (1) samej jeździć po osiedlu, (2) pojechać razem prawdziwą ulicą. Mam plan treningowy i listę umiejętności, które muszę opanować, zanim rodzice (w tym Mama z sercem w gardle) pozwolą na powyższe. Trenuję więc samodzielne zbieranie się i roweru z wywrotek, jazdę po odpowiedniej stronie drogi osiedlowej, włączanie się do osiedlowego leniwego ruchu, zawracanie, trening szutrowy oraz jazdę z trzymaniem kierownicy jedną ręką (za trudne póki co).

I'm practicing so that the parents let me: (1) go cycling in the housing estate all by myself, (2) go together on a real road. I have a training plan and a list of skills I have to possess before they let me do it. I'm practicing: starting, picking myself and the bike up from fall overs all by myself, cycling on the correct side of the estate road, joining the estate lazy traffic, turning back, off-road cycling and holding the handlebar just with one hand (way too difficult now).

***
 Telefon - moja nowa miłość...
Telephone - my new love...

Parę dni temu nauczyłam się wykręcać numery telefonu na telefonie stacjonarnym. Daje mi to niewiarygodne poczucie wolności! Mogę sobie skorzystać z któregoś z wypisanych numerów telefonów i pogawędzić do woli z krewnymi i znajomymi królika. Jako że niestety mało kto używa jeszcze telefonów stacjonarnych - Mama i Tata wyrażają uzasadnione obawy o bycie puszczonymi z torbami i zaczynają wprowadzać embargo na liczbę rozmów telefonicznych dziennie. Dodatkowym argumentem jest też pewne zakłopotaniu, kiedy to miałabym ochotę pogawędzić z dalszymi znajomymi na ten przykład 3 razy dziennie... :) Codziennie... ;-)
Przy okazji telefonowania ćwiczę się nie tylko w celebrowaniu przyjaźni, ale także się uspołeczniam - ucząc się uprzejmej pogawędki zwanej small-talkiem.


A few days ago I learned how to dial the phone. It gives me immense feeling of freedom! I can use any of the written down phone numbers whenever I feel like having a chat with one of the multiple rabbit's friends and relatives. As hardly anyone uses land line phones any more, Mummy and Daddy expressed justified concern about going bankrupt soon, so an embargo on the number of phone calls per day is getting introduced. An awkward feeling of embarrassment when I want to call a distant acquaintance third time a day every day, doesn't help either ;)
Making phone calls is teaching me not only how to celebrate friendship, but also socialises me wonderfully, giving me some serious training in polite small talk :)

Dzien azjatycki

Asian day

H: Mamo, czy możemy zrobić sobie jutro dzień azjatycki, a pojutrze rowerowy?
M: Jasne :)
No więc sklecamy dzień azjatycki z tego co pod ręką :)

H: Mummy, can we have an Asian day tomorrow? And a bicycle day a day after?
M: Sure :)
So we patch Asian day together with whatever we can find at hand :)

Zaczynamy od wizerunku. Maluję bindi na czole oraz przywdziewam oryginalne indyjskie stroje - bluzeczkę od taty, a spodnie od Kasi :) Miało być jeszcze malowanie dłoni niby-henną i bransoletki na kostkach, ale to zostanie na następny raz :)

I start off with my image. I paint a red bindi on my forehead and put on original Indian clothes - a top from daddy and trousers from Kasia :) We were going to do the pretend-henna hands painting and ankle bracelets, but this we will leave for the next time.

***
Następnie zaczęły się szalone tańce w rytm "Orient hits" z czasów mamowego tańca brzucha ;)

Then there was some wild dancing to "Orient hits" from Mummy's good old belly-dancing days ;)








***

H: A w co się bawią dzieci w Azji?
Co prawda bawią się w różne rzeczy, ale my wybieramy origami. Wyzwanie pierwszej wody dla manualnie upośledzonej matki ;) Szczęśliwie w intenecie jest wszystko, łącznie z łopatologiczną instrukcją jak w trzech ruchach zrobić kotka i pieska. W połowie motylka mama odpadła... ;)


H: What do Asian children play with?
Even though they play with different things - we went for origami. Quite a brave move for a manually challenged mother ;) Fortunately Uncle Google can find anything, an instruction for dummies how to make a dog and a cat in three folds included ;) Half way through a butterfly Mummy dropped out though... ;)

 
 
 

***
Później było gotowanie ryżu z warzywami, smakowanie sosu sojowego oraz całkiem efektywne jedzenie pałeczkami :)

Then there was some cooking of rice with veg, tasting soya sauce and quite effective eating with chop sticks :)


***
 Było też oglądanie zdjęć dzieci świata i wyszukiwanie tych z Azji (zdjęcia mają opisy z tyłu i są oznaczony kropką koloru kontynentu - Azja w materiałach Montessori jest żółta). Później na odnalezienie czekały zwierzęta azjatyckie (duże pudło ze zwierzakami, które mają zaznaczone odpowiednim kolorem łapy, więc dziecko samo może skorygować ewentualne pomyłki). Na koniec - ponowne przeglądanie i wąchanie "koszyczka Indii", który jest na naszych półkach od czasu podróży Kasi i Lorka do Indii.

We were also going through the photos of children of the world and picking the ones from Asia (photos have captions in the back and colour coding with a dot matching the continent colours. Asia is yellow in Montessori material). Then there was a box of animals for picking out the Asian ones (animals are colour coded on their feet/ bellies, so that a child can correct a mistake or learn by themselves). At the end we looked and smelled through our "Indian basket" present on our shelves since Kasia and Lorek's trip to India.




W indyjskim koszyczku oprócz zdjęć dzieci - herbata masala, przyprawa curry, herbata, fasola, zabawkowy tuk-tuk oraz kilka zwierzaków. Ulubione zajęcie - mieszanie indyjskich zapachów w kubeczku i wąchanie, wąchanie... :)

In the Indian basket: photos of children, masala tea, curry powder, some tea, beans, toy tuk-tuk and some animals. The favourite actibity - to mix all the smells in a little pot and smell, and smell and smell... :)


A to wspomnienie z malowania kropek kolorowymi lakierami do paznokci na łapach i brzuchach zwierzaków. Dzięki temu dziecko może skojarzyć zwierzęta z odpowiednimi kontynentami.

Here is a memory of dot painting of the paws or bellies of animals with appropriately coloured nail polish. Thanks to that children can quickly associate animals with continents.