Friday, 25 January 2013

Zdrowa zabawa

Health and body games

Najbardziej to ja teraz lubię gry. Właściwie każda treść jest dobra, jeśli się jej nada odpowiednią formę rozgrywki. Najlepiej na punkty, które można na koniec podliczyć i wygrać :) No to kombinujemy i gramy. A że niezmiennie interesuje mnie ciało, zdrowie, albo jeszcze lepiej - choroby - to krok po kroku temat eksploatujemy i nie powiedzieliśmy w tej kwestii jeszcze ostatniego słowa :)

Games is something I like best at the moment. Any content will be appreciated as long as it's presented in a game form. Preferably with points that I can sum up at the end and win :) And so we play. As invariably my core interests are focused on body, health and illnesses (even better) - we slowly explore the subject. And we haven't said the last word yet.

Oto nasze komórki ciała uszyte WŁASNORĘCZNIE przez Babcię Danę!! :*
Są absolutnie
cudowne. Bardzo dziękujemy!

These is our body cells collection sawn BY HAND by Granny Dana!!! :*
They are absolutely wonderful. Thank you so much!

***
Wymyśliłam zabawę. Wsypuję do worka wszystkie pluszowe mikroby, które mam oraz komórki ciała. Zakrywam oczy, losuję i próbuję rozpoznać co mam w ręce. Wersja prostsza - rozdzielam na komórki ciała i mikroby. Wersja dla zaawansowanych - próbuję nazywać. I nazywam.

I've made up a game. I put all the plush microbes and body cells I have into a bag. Then I cover my eyes, draw and try to guess what I'm holding. Easier version - to distinguish between microbes and body cells. Advanced version - try to name what exactly I am holding. And I do name them.


 ***
Hit ostatnich dni - gra z serii "Było sobie życie" (Atak wirusów). Jest wszystko co trzeba: ekscytująca treść - walka między mikrobami a systemem odpornościowym o dobrostan 5 organów wewnętrznych, zliczanie punktów. Problematyczne są tylko pytania, na które trzeba odpowiadać przed kolejnym ruchem. W znaczącej większości przypadków są bardzo trudne (nawet te "łatwe"). Z kilkudziesięciu kart mama wybrała około 15, z którymi sobie radzę (sama sobie radzi z niewiele większą ilością ;)). Od czasu do czasu dokładamy jedną nową.

The hit of the last few days - a game of the "Once upon a time: Life" series. I have everything I love in it: exciting story line about  a war over internal organs between microbes and immune system ;), and counting points. The only problem are cards with questions which you have to answer before a move. They are very tough (even the "easy" ones). Out of a few tens of cards Mummy chose about 15 that I can cope with (she can cope with not too many more herself ;) ). From time to time we add an extra one.

***
Odwzorowuję kolory organów z modelu.
Copying the colours from the model.


***

Po raz pierwszy w życiu sama rwę się do kart naukowych i pokazuję Mamie których organów chcę się nauczyć po angielsku. Zdumiewające! Mama już dawno porzuciła wiarę w atrakcyjność tej formy pracy, a tu proszę - niespodzianka :)

For the first time in my life I desire a play with nomenclature cards. Excitedly I show Mummy which organs I want to learn in English. Amazing, as Mummy lost faith in attractiveness of this form of work a long time ago. And here's a surprise :)

***

A to mój faworyt spośród gier. Zrobiłyśmy wersję polską i angielską (niebieskie karty). Wszyscy uczestnicy dostają po jednej czystej formatce do kolorowania, po czym naprzemiennie losują polecenia (kwadratowe karty). Zgodnie z wylosowanym poleceniem - należy pokolorować na odpowiedni kolor właściwy organ  (np. "nerki żółte"). Jeśli wylosuje się organ, który już mamy pokolorowany - przeczekujemy kolejkę (są po 4 takie same polecenia na kupce). Wygyrwa ten kto pierwszy pokoloruje cały swój model. Na koniec sprawdzamy swój rysunek z kartą kontroli (kolorowa na zdjęciu). Jeśli zdarzy się tak, że żaden z graczy nie dokończy rysunku, a wszystkie karty zostały już wylosowane - wygrywa ten, kto ma najwięcej punktów przyznawanych za pokolorowane organy (punkty wpisane na karcie kontroli). Voila.
Grając ćwiczymy: znajomość organów w obu językach, czytanie w obu językach, liczenie (sumowanie punktów). Nie mówiąc juz o przyjemności kolorowania i ogólnie świetnej zabawie :)


And this is my favourite game. We have made a Polish and an English version (blue cards). All the players get a blank template card for colouring and then draw the commands from the small square cards pile. Following the command - a player has to colour an appropriate organ in the right colour (i.e. "kidneys - yellow"). In case of picking an organ that has already been coloured by the player - they need to wait one round (there are 4 copies of each command on the pile). The winner is the person who finishes colouring all the model organs first. At the end we check the right colouring with a control card (th ecoloured one on the picture above). In case nobody completes their picture by the time the pile with commads has run out - the winner is the person who collects the most points for their coloured organs (points also from the control card). Voila.
While playing - we practice naming of the organs in both languages, reading in both languages and counting (summing of the points). Not to mention the pleasure of colouring and having lots and lots of fun.
Wygrałam!!!
I've won!!!

Thursday, 24 January 2013

Dzielimy się

We are sharing

W końcu Mama zebrała się w sobie i pozbierała różne tworzone przez nas materiały montessoriańskie lub Montessori-podobne.
Zapraszamy do korzystania z nowej zakładki "Downloads..." :-)

Finally Mummy got herself together and gathered in one place different playing and working material that we made out of Montessori inspiration. You are very welcome to use our new tag "Downloads..."

Monday, 21 January 2013

Czerwony balwan

Red snowman

H: Mamo, czy ty wiesz co mi się śniło?! Że zrobiliśmy bałwana. A potem ja przez taką dziurkę w oknie strzeliłam na niego sztuczne ognie! I on się zrobił cały taki piękny kolorowy!

Chwila dumania nad sposobem i za chwilę Tata z Hanią zrobiwszy bałwana opryskali go kolorową wodą ze spryskiwacza. Było prawie jak we śnie. Choć prawie, jak widać, robi tutaj różnicę... ;-)
Może dziś dopsikamy na zielono?


H: Mummy did you know what dream I had?! That we made a snowman. And then, through a hole in the window, I shot out some fireworks at it! And the snowman went all beautifully colourful!

A little bit of working out the way, and a moment later Daddy and Hannah, after having built a snowman, were spraying it with coloured water. It was almost like a dream. And the word "almost" does make a difference in this case, as seen above ;-)
Maybe we'll add some green sprinkle today?

W duszy gra

A melody of the soul



Hannah wyraźnie rozczarowanym, żeby nie powiedzieć zdegustowanym tonem komentuje kolędę w wykonaniu lokalnego księdza:
H: Ależ Mamo... Ja myślałam, że ten ksiądz, że oni wiesz, przyjdą razem... No wiesz, ksiądz z księżniczką. A nie tak...
:-)

A tak poza tym, to od jakiegoś miesiąca nurzam się w głębi duchowej. Bez zachęty, bez kuszenia, ani tym bardziej bez zdalnego sterowania - ciążę w kierunku nieskończoności. Rodzicom pozostaje, w lekkim zdumieniu - podążanie za dzieckiem.
Czym się to przejawia? Poza rozważaniami filozoficznymi nad istotą życia i śmierci - podjęłam się pewnych konkretnych praktyk. Żądam na przykład wielokrotnego, nierzadko codziennego czytania mi Biblii dla dzieci. Stawiam na Nowy Testament ("od Maryi chcę, nie wcześniej") i nie odpuszczam aż parę razy nie usłyszę całości (cioci Agatce przy tej okazji pięknie dziękujemy :)). 
Śpiewam kolędy i tańczę do nich. Również codziennie. W celu opanowania całości materiału z posiadanej płyty przez parę dni zamykałam się w kuchni z odtwarzaczem i słuchawkami, stawiałam przed sobą dwa święte obrazki (!!!), kazałam zapalić świeczkę (!) i przez dobre dwie godziny, każdorazowo, byłam wyłączona dla świata. Znam kolęd po 4 zwrotki - co prawda część słów po pińkusku, ale co tam ;)
Ku pewnemu onieśmieleniu rodziców - do mojego języka weszły też na stałe pewne nowe metafory i hiperbole. Na przykład gromko wykrzykiwane w poczekalni u lekarza:
H: Mamo czy wiesz jak bardzo Cię kocham? Jak Pan Jezus!!

Albo wypowiadane z drżeniem w głosie:
H: Wiesz Mamo, że ja też kiedyś umyję nogi swoim bliskim.
(Pełen szacun...)

Albo:
H: Może porysujemy jutro postaci? Ludzi, którzy kiedyś żyli?
M: Jasne, możemy porysować. Chodzi ci o pierwotnego człowieka? O jakieś konkretne postaci ci chodzi?
H: Może porysujemy Maryję, Józefa i Jezusa? I Anioła do tego?

Tak więc nowy czas tu mamy. Hannah przeciera nowe szlaki i prowadzi w nieznane...

***

Hannah, with a clearly disappointed, if not disgusted tone of voice, about the local priest's pastoral visit:
H: But Mummy... I thought that this priest..., you know, that they would both come together... You know, the priest and the princess, together. And not like that...
:-)

And besides, I've been communing with spiritual depth for about a month now. With no encouragement, no tempting, and especially with no remote controlling - I seem to tend towards eternity. What's left for the parents to do is to go with the flow...
What does it look like? Apart from philosophical divagations about life and death - I have taken up some concrete practices. I demand a multiple, sometimes daily reading of the Bible for children. I would go for the New Testament out of choice ("from Mary please, not earlier") and will not let go until I have heard it all. (a special thank you to auntie Agata here :))
I sing Christmas carols and dance to them. Daily as well. In order to assimilate all the material from my CD - I locked myself in the kitchen for a few days, with my CD player and the headphones, I placed two holy pictures in front of me (!!!), asked to have a candle lit (!) and I was gone for the world for a couple of hourse each time. As a result I know 4 verses of most of the carols, some of the words in Pinku language, but who cares.
To some intimidation of the parents - my language includes now some of the new metaphors and hyperbolas. For example a booming shout in the doctor's waiting room:
H: Do you know Mummy how much I love you? Like Lord Jesus!!

Or spoken in a moved, trembled voice:
H: Mummy do you know that I will wash the feet of my relatives one day too?
(Respect for that, Little Bum)

Or:
H: Maybe we will draw some figures tomorrow? People who used to live a long time ago?
M: Sure we can. Do you mean first humans? Do you have anyone specific in mind?
H: Yes, maybe we can draw Mary, Joseph and baby Jesus? And an angel on the top of that?

So... new time has come here, Hannah is leading a new way...

Pińkulandii ciąg dalszy

Pinkuland continued

Hania dywaguje:
H: Mamo, bo kraj Pińkuski to leży w Afryce. I tam jest bardzo, ale to bardzo gorąco. I WSZYSCY ludzie noszą tam białe ubrania. CAŁE białe, wszystko, nawet majtki, żeby nie przyciągać słońca...
M: To oni chyba są bardzo podobni w tych białych ubraniach. Ciekawe jak się rozpoznają w takim razie...
H: ... ... ...
H: No tak. Są BARDZO, ale to przebardzo podobni. Ale rozpoznają się po fryzurach. I po głosie. Oczywiście.

Całe szczęście, że Mama zawsze, ale to przezawsze stawiała na fryzurę! W Pińkulandii rozpoznałaby się w lustrze...


Hannah freestyling:
H: Mummy, Pinkuland is in Africa and it's hot, very very hot out there. EVERYONE in Pinkuland wears white clothes. ALL white, even knickers, not to attract the sun...
M: They all must look quite similar in these white clothes then. I wonder how they recognise each other...
H: ... ... ...
H: Yeah... They look VERY, super very similar. But they recognise each other by their hairdos. And the voice. Of course.

Just as well that Mummy would always, super very always stake on a hairdo! In Pinkuland she would stand a chance of recognising herself in the mirror...

Friday, 11 January 2013

O wróżkach...

About fairies...


H: A wiesz, ze sobie wymyśliłam, że wróżki sa naprawdę? Takie malutkie, w powietrzu, że ich nie widać.
M: mhmm...?
H: Ale one krótko żyją. 10 dni tylko. A potem zdychają. Jedenasty dzień i hop - zdychają!



H: Did you know that I made it up that there are real fairies? They are so so tiny, in the air, that you can't see them.
M: mhmm...?
H: But they live for a very short time. 10 days only. And then they die off. Day eleven and hop - they die off!

Thursday, 10 January 2013

Śnić...

To dream...


H: Mamo, śnił mi się dzisiaj orzeł, który gonił grupę dzieci!

H: Mummy, I had a dream of an eagle, chasing a group of children!

Ksiezniczka Pinkuska

Pinku Princess



Od paru dobrych tygodni jestem księżniczką pińkuską. Mieszkam w kraju pińkuskim. Posługuję się pismem pińkuskim, kultywuję tradycje pińkuskie, naszam narodowe stroje i tańczę narodowe tańce. Zdarzyło mi się również, ku przerażeniu Mamy, wysławiać w tym jakże pięknym języku...


For quiet a few weeks I have been a Pinku princess. I live in the Pinku-land, I write in Pinku, I cultivate Pinku traditions, wear national clothes and dance national dances. To Mummy's horror, I even happened to express myself in the beautiful Pinku language...

Zaczęło się od pisania po pińkusku. Najpierw z przedszkola wróciły rysunki podpisane "nanibowym" pismem, z całą stanowczością określonym jako "po pińkusku". Później już było tylko lepiej. Ostatnimi czasy urządzam Tacie lekcje trójstopniowe z pińkuskich głosek. Biorę szorskiej litery, nadaję im nowe znaczenia ("ko", "szre", "padu", "kre" itd), wodzimy paluszkiem, nauczam, odpytuję, nawet zachowuję izolację głosek przy prezentacji ;)

It all started off with writing in Pinku. First some pictures from the preschool came back signed in a "pretend" language, which I insisted - was Pinku. Then it only got better. Recently I've been organising three period lessons to Daddy, teaching him Pinku phonics! I'd take sandpaper letters, assign new meanings ("ko", "shre", "padu", "kre" etc.), follow the shape with a finger, teach, ask and even keep the isolation of the phonics during the presentation. ;)

***
Kraj pińkuski leży na wyspie.
Pinku-land is on an island.


...A gdzie ta wyspa? Koło Madagaskaru! (dopytana - pokazuję dość precyzyjnie ;))
... And where is this island? Apparently - by Madagascar! (when asked - I show it quite precisely on the map ;))

***


Tańczę tradycyjny taniec pińkuski ubrana w strój narodowy. :)
I'm dancing a traditional Pinku dance, dressed in the national outfit. :)

***


A tu proszę - księżniczka pińkuska w ciąży! Właściwie to poród w toku ;)
And here you go - a Pinku princess pregnant! Or rather labour in progress ;)

Zapraszamy do pińkuskiej krainy, mlekiem i miodem płynącej,
pełnej zadowolonych skrzydlatych księżniczek :)

We invite you to the idyllic Pinku land, full of happy winged princesses :)

Monday, 7 January 2013

Nie było

Away

Dawno nas nie było...
We havent' been around for some time...