Wednesday, 24 July 2013

Stało się...

And so it happened... 



Wybłagałam Mamę. Prosiłam i prosiłam. Przekonywałam. I udało się. Ja, Hannah, lat 4,5 wyruszyłam sama na rowerową przejażdżkę po osiedlu. Mama z sercem w gardle i z lornetką siedziała przy parapecie, aż nie zniknęłam za horyzontem...
Trochę się nie dogadałyśmy. To znaczy Mama tak uważa. Ona myślała, że się umówiłyśmy na moją jazdę na plac zabaw i z powrotem. Ja myślałam, że byłyśmy umówione na jazdę na plac zabaw, zaliczenie paru bocznych uliczek, drogi szutrowej i z powrotem. Taki tam drobiazg. A Mama zdążyła już swój rower wyciągnąć z garażu i ruszać na poszukiwanie. Naprawdę, niepotrzebne emocje...
Przy kolejnej wycieczce Mama jak zwykle przypominała, że mam się trzymać prawej strony ulicy ("Mamo, a która to jest prawa" "Aaaaaaaaa!!!" - odpowiedziała w duchu mama). Dla utrwalenia kierunków założyła mi frotkę na prawy nadgarstek. Świetny pomysł. Pamiętając, że w drodze powrotnej coś jest jakby inaczej na wszelki wypadek po zawróceniu przełożyłam frotkę na drugą rękę ("Aaaaaaa!!!" - pomyślała mama i postanowiła zamalować prawą rączkę kierownicy...).
Plany są też takie, żeby wypuszczać mnie z kuchennym minutnikiem ustawionym na 15 minut na moje wycieczki, żebym wiedziała kiedy wracać. Bo przecież nie wiem jeszcze zbyt dokładnie ile to 15 minut ("Aaaaaa...!)


I begged and pleaded. And begged again. Persuaded and argumented. Succesfully! Me, Hannah, aged 4.5 went for a solo ride on my bicycle around my housing estate. Mummy petrified stayed behind, glued to her binoculars until I disappeared behind the horizon.
We kind of did not communicate very accurately. At least Mummy thinks so. Apparently she was under the impression that we agreed that I would cycle to the playground and back. Whereas I thought we agreed I was going to cycle to the playground, then down a few lanes, along some bumpy roads and then back. Nothing much really. However, she already managed to get her bicycle out of the garage and was ready to set off to search and rescue... Really, unnecessary emotion.
With my next trip, I was reminded, like always to keep to the right side of the street ("Mummy, but which is right?", "Aaaaaaa!!!" - thought Mummy in exasperation). To help my orientation she put on a hairband on my right wrist. A great idea. As I remembered something was kind of changing with the road sides on the way back - I made sure to change the hair band to the other wrist on my return. ("Aaaaaaaaaaa!!!" - thought Mummy in exasperation and decided to paint the right handlebar).
There is a plan to send me out cycling with a kitchen timer set to 15 minutes, so that I know when to come back home. As I don't know exactly yet how long 15 minutes is ("Aaaaaa!!!"...)

4 comments:

  1. o matko!!! Jesteście dziewczyny odważne, albo ja jestem miękka:) bo ja, jak na razie, pozwoliłam mojemu 5-latkowi pojechać do kolegi, jakieś 10 domów oddalonego od naszego, na tej samej ulicy rzecz jasna - stałam w bramie, dopóki nie znikł w bramie sąsiadów... a u Was, takie emocje!:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ano właśnie, sama jakoś nie do końca jestem przekonana... Póki co wiem, że i tak głównie będziemy jeździć razem i doskonalić technikę oraz odruchy ;) Z drugiej strony ona tak bardzo bardzo chce :)

      Delete
  2. Gratulujemy Córce odwagi i gratulujemy Mamie...odwagi. Ciepło pozdrawiamy

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękujemy :) Każda wycieczka to naprawdę próba odwagi... Głównie rodzicielskiej ;)

      Delete