Thursday, 21 November 2013

Gesto i kolorowo

Dense and colourful


Jak to jest z tą gęstością cieczy? Co jest najcięższe a co najlżejsze?
Jaki jest efekt nalewania cieczy po ściance a jaki wstrzykiwania do środka (lewa probówka ;)?
Które ciecze mają najbardziej zbliżoną gęstość? Czym jest emulsja?
Bardzo lubimy eksperymenty. Szczególnie jeśli można coś poprzelewać i pobawić się kolorami. Zapału wystarczyło mi na dobre kilka dni!

How does density of liquids work? What is heaviest and what is lightest?
What happens when we pour the liquid on the wall, and what if we squirt it into the middle (left lest tube)?
Which liquids have similar density? And what is emulsion?
We really like experimenting. Especially if they involve pouring things and playing with colours :) I had enough enthusiasm for a good few days of trying and retrying!



PRZYGOTOWANIE EKSPERYMENTU / EXPERIMENT PREPARATION

Przygotowuję różne ciecze / Getting different liquids ready

 
 
 

Water, olive oil, soap, golden syrup, spirit and milk.

***

EXPERIMENT

Pełne skupienie / Absolute concentration

 
 
 
 
 

***

PODSUMOWANIE / WRAP UP

Podpisujemy zaobserwowaną "kolejność" gęstości cieczy
We mark the observed order of density
 
 

Potem było jeszcze wrzucanie do probówek różnych przedmiotów i obserwowanie, że na ten przykład spinacz opada na dno, za to ziarenko soczewicy zatrzymuje się w środku probówki, a ryż pływa gdzieś nad nim. 

After that we were dropping things into the testing tubes to discover that some of things fall to the bottom (staple), some float in the middle (lentil grain) and some float close to the surface (grain of rice).

***

A tu wersja nie nasza, za to idealna ;) / And here the perfect version (not ours):

Lubię czasem...

Sometimes I like...

Lubię czasem pośmigać ze szmatą... Ktoś w końcu musi... ;)
Sometimes I like a good ride on a rag... Someone has to do it... ;)

 
 
 
Tak mnie mama zastała pewnego popołudnia. Nie żeby codziennie, co to to nie. Ale się zdarzyło. Zobaczyłam brudny stół, poszłam po zestaw do szorowania, napełniłam michę wodą i poleciałam z koksem ;)

This is how Mummy found me one afternoon. Not everyday, no no... But it did happen once. I found a dirty table, got a scrubbing set, filled the bowl with water and off I went :)

A na koniec machnęłam zupę z dyni. A co się dziwisz? :)
And then a pumpkin soup for dinner.

Chorujemy...

Sick leave...
Cudne układanki papierowe z Babcią Daną.
Wonderful paper puzzle pictures with and by Babcia Dana.

Jessienne układanki z Mamą.
Autamny puzzle pictures with Mummy

Wycinanki (zaznaczę, że pod sukienką jest bielizna ;))
Cut-outs (just a mention that there is underwear under the dress ;))

Malowanki
Painting




Sunday, 27 October 2013

Lustrzane odbicia

Mirror reflections



Najwyraźniej - blog nie nadąża za mamą, a mama nie nadąża za mną... Tak to już jest, i lepiej raczej nie będzie :) Pozostają wycinki...
A od paru tygodni - gdzie nie spojrzę - tam widzę rytm, wzorzec i strukturę. I symetrię. Najpierw zaczęłam budować symetryczne zamki z klocków i z upodobaniem sięgać po kalejdoskop. Mama podchwyciła - i zaczęły się zabawy w rysowanie lustrzanych odbić, malowanie symetrycznych motylków i zauważanie porządku i symetrii we wszystkim co mnie otacza. 

Clearly, the blog can't keep up with Mummy and Mummy can't keep up with me... Can't help it... Doesn't seem it's going to improve any time soon...
In the meantime however, I've been noticing rythm, patterns and structure everywhere. And symmetry. I started off by building symmetric block castles and looking into kaleidoscope with great pleasure. Then Mummy picked it up and we started to play around with mirror reflections and symmetric drawing and painting. Order and symmetry is everywhere!

Symetryczna laurka dla Mamy - to już wyższa szkoła jazdy, wykraczająca poza proste symetryczne kształty.
Symmetric card for Mummy - way past simple symmetric shapes drawing.

*
Odkrywam, że niektóre litery są symetryczne, a inne nie.
Discovering symmetric and non-symmetric letters.

*
Symetryczne uzupełnianki - mama rysuje po lewej, ja dokańczam prawą. Potem zamianka.
Different symmetry games - mummy does the left side, I do the right. And then the swap over.

*

Tata pokazuje mi na czym polega symetria i w jaki sposób mogę sprawdzić czy dobrze ułożyłam grzybki. Było zdumienie i oczy jak 5 złotych :)
Daddy's showing me how symmetry works and how I can check if I have done the pins right. How amazing. Eyes wide open ;)

*
"Mamo, ta wycinanka jest symetryczna!!!"
"Mummy, this cut out is symmetric!!!"

*
Zabawianki z lustrem. "Wow, mamo, tam na dole też wszsytko widać"
Playing with mirrors. "Wow, Mummy, I can see the same things down there"
Przygotowanie większego lustra do pracy
Preparing a bigger mirror for play
Juuuhuuu... I do dzieła :)
A tak na marginesie - kto trzymał jedno lustro nad drugim i widział odbicia luster powtarzające się w nieskończoność? Ale jazda!!! Dzięki Tato :)))

Yooohoooo and there we go :)
By the way, have you ever tried holding a mirror over a mirror and seeing infinite reflections in both? Sooooo cool! Thank you Daddy :)))

Sunday, 8 September 2013

Freski w domu wrozki

Frescos in the fairy house

Od jakiegoś czasu pracuję (głównie w myślach) nad projektem "domek dla wróżki". Na razie wybrałam pudełko po butach. Wczoraj przyszedł czas na pierwsze prace dekoratorskie.
W związku z wiedzą nabytą podczas naszych wojaży padła propozycja, aby w domu wróżki pojawiły się freski na ścianach i suficie. Jako że trochę już liznęłam teorii - zapragnęłam zrobić sobie farby ze sproszkowanych robaków i ze spoiwa w postaci białka kurzego jajka (albo żółtka, zależnie od techniki), jak to drzewiej bywało. Jako że w okolicy nie było odpowiednich karmazynowych robaków, postanowiłam wypróbować inne naturalne barwniki. Trzeba było iść na kompromis. W celu skrócenia procesu (bo freski miały powstać NATYCHMIAST) ściany oraz sufit nie zostały pokryte mokrym tynkiem ;) Eksperymentowanie dotyczyło więc głównie produkcji farby. Ale nie czepiajmy się szczegółów ;)

For some time I've been working (mainly in my head) on the fairy house project. So far I managed to choose an adequate shoe box. Yesterday the time came for the first decorating work. Due to my new knowledge acquired during our holidays - a request came to produce frescos for the fairy house walls and ceiling. As I'd done some theory on that already - I expressed a desire to produce my own paint from crushed bugs and a binder in the form of an egg white (or egg yolk, depending on the technique) as they used to do before. Unfortunately in the neighbourhood we are lacking ancient crimson bugs so I decided to experiment with other natural dyes. You have to be able to compromise. As the process had to be speedy (the frescos were going to be painted IMMEDIATELY) - the walls and ceiling didn't get covered in wet plaster. Oh well. The experimenting boiled down to the paint production, but we don't have to be too fussy about the details ;)

Sprawdzam czy da radę zrobić sproszkowany barwnik z zebranych owoców. Nie da rady. Zbyt wilgotne.
I'm checking if it's possible to make a powder dye out of little fruit I picked. No way. Too damp.

*
Mamy już kakao, oregano, ziele angielskie, paprykę, chili, korę cynamonową, pieprz i sól na podorędziu. Teraz troszkę oszukujemy z żywnością przetworzoną ;), gdyż koniecznie pragnę sproszkować płatki kukurydziane. Moździerz uwielbiam.

We have cocoa, oregano, pepper, allspice, paprika, chili, cinammon bark and salt there already. Now we are cheating a bit with processed food ;) as I deeply desire to crush cornflakes ;) I love the mortar!

*
Taaadaamm!
Jajko idzie w ruch.
The egg goes into motion.

*

 Farby gotowe :)
The paints are ready :)

*
Na suficie freski przybrały postać kolorowych pasów.
My ceiling frescos came out in the form of coloured stripes.

*
Na ścianach pojawiły się poziome pasy. Ten etap projektu został zakończony. Czekam na wyschnięcie fresków zanim zacznę meblować.

On the walls I went for horizontal stripes. This stage has been succesfully closed. Now I'm waiting for the frescos to dry out so that I can start furnishing.

Tego było trzeba

That's what we needed

M: Gdzie ci się Hannah najbardziej podobało?
H: W Wenecji.
M: A dlaczego?
H: Bo na dworcu była taka śliska podłoga i się można było ślizgać.
M: Acha. A coś jeszcze?
H: Tak! Było bardzo ciepło i mogłam zjeść aż 2 lody!

Jeśli rodzice mieli jakiekolwiek wątpliwości co na wakacjach jest najważniejsze - to szybko się ich wyzbyli :) Grunt żeby zadbać o to co istotne...
A więc - lody codziennie, turkusowy basen do woli (w nieprzyzwoicie boskich okolicznościach...), 5 Euro kieszonkowego w każdym odwiedzanym miejscu na przeróżne mniej lub bardziej gustowne pamiątki, unikanie tłumów (a co za tym idzie - wielu "złotych standardów" turystycznych) na rzecz podrzędnych uroczych uliczek i zakątków, wspinanie się na większość napotkanych wież i budowli, oraz Pippi Langstrum i Vivaldi w wolnych chwilach. I wtedy wszyscy są zadowoleni :)

M: Hannah, which place did you like best?
H: Venice.
M: And why is that?
H: Because the floor at the railaway station was very slippy and I could slide away.
M: Oh... Anything else?
H: Yes! It was very hot there so I could eat 2 icecreams!

If my parents had any doubts about what was most important during holidays - they lost them at that point :) The whole idea of happy traveling is to secure the basics...
So - icecream every day, unlimited turquois swimming pool time (in indecently divine surroundings), 5 Euro allowance in every visited location for more or less tasteful knickknacks, avoiding crowds (and as a result - many of the gold standard tourist attractions) and choosing to discover some secondary little streets and corners instead, climbing most of the towers and enjoying Pippi Longstocking and Vivaldi in the meantime. And then everyone's happy :)


 
 
 
 
 


***

Wenecja / Venice

 
W Wenecji szukam krasnoludków. Tam mieszkają. Linie między płytami chodnikowymi to ich drogi (dlatego broń Boże po nich deptać!), a krawężniki to autostrady.
I look for dwarves in Venice. This is where they live. The lines on the pavement are their roads (so absolutely no stepping on them!) and curbs are their motoways.
 
 
Zakupy za 5 Euro: kartka z Wenus dla Pani Ewy, szklany łabądek prosto z wyspy Murano oraz karnawałowa maska kotka.
5 Euro allowance shopping: Venus postcard for Ewa, glassy little swan straight from Murano island and a little carnival mask.

 
 
 
 

 ***

 Siena - we love you!

 
Wspinamy się na wieżę. Dla każdego coś miłego: ja się cieszę na wspinanie, Mama na oglądanie widoków, a Tata na schodzenie... (niezrozumiały lęk wysokości u pilota ;)
We are climbing the tower. Something nice for everyone: I'm enjoying the climbing up, Mummy - looking at the sights from the top and Daddy - climbing down (strange vertigo for a pilot ;)

 
"Żadnych więcej kościołów!" ;-)
"No more churches!" ;-)
 

*
Był taki jeden, co jak wrzucał to kucał. Inny jak szedł to biegł.
A ja jak szłam to biegłam, a jak biegłam to leciałam :)


There was a guy who was running when he was going... ;)
Well, I ran when I walked, and when I ran - I flew :)

 
 
 
 
 
***
 
Arezzo i zamek w Poppi / Arezzo and the Poppi castle

Miał być prawdziwy zamek - to i był. Ze wszystkimi zamkowymi atrybutami, z siedzeniem na tronie, oglądaniem średniowiecznych komnat i celi oraz z podziwianiem fresków.

I wanted a REAL CASTLE, so I got it. With all the castle'y attributes, with sitting on the throne, seeing the medieval chambers and prison cells and admiring frescos.
 
 
 
 
Ale i tak najbardziej interesujące było grzebanie w kamieniach i wyszukiwanie wśród nich różnych dziwnych dziwności.
Digging through the stones and finding all the weird ones was most engaging anyway.
 ***

Przelotem przez Florencję / A flight through Florence

We Florencji spędziliśmy kilka godzin. W sam raz tyle, żeby odwiedzić galerię Uffizi, a w niej na własne oczy zobaczyć Wenus, Wiosnę i liczne Maryje z Jezusami. Oraz innych bogów i boginie. I anioły. Ich wielość okazała się trudna do ogarnięcia jednak. No bo bogowie prawdziwi czy nieprawdziwi? Żyli czy nie żyli? Wiara czy fakty? Fakty czy domysły? Wiara czy metafora? I co dla nas z tego dziś?

We spent only a few hours in Florence. Just enough to see the Uffizi art gallery and have a personal experience with Venus, Spring, numerous Marys with Jesuses, and multiple gods, goddesses and angles. Their multitude turned out to be slightly confusing though. Are these gods real or not real? Did they actually ever live or not? Faith or facts? Facts or speculations? Faith or metaphor? And what comes out of it for us today?

 
Zdecydowaną większość czasu w galerii byłam zajęta zabawą dwoma piórkami znalezionymi na dziedzińcu ;)
Ale była też ta mniejszość, w czasie której się zachwyciłam...


A great majority of my time in the gallery was spent playing with two feathers that I was lucky to find in the courtyard ;)
However, there was also the minority of time, in which I was truly charmed by what I saw...
Dobrze wydane kieszonkowe - wybrałam to co zapamiętałam.
5 Euro of allowance well spent - I bought what I remembered.