Wednesday, 25 April 2012

The happy know no hours...

Szczęśliwi czasu nie liczą...


Even though the happy know no hours, I started to experience some discomfort due to  my imperfect orientation in time and sprace. For a long time I've been very fluent with the following definitions:
- yesterday - meaning any day before today
- long ago - meaning any day before the above yesterday
- tomorrow - any day from tomorrow onwards
- aaaaallll day - meaning "always", "all the time" and "non-stop"

Recently however, my wondering on the timeline has led me to using more precise descriptions. The new additions, used somewhat disorderly are:
- in spring, summer, winter
- next spring, summer, winter
- when I was a baby
- when I wasn't around yet
- when there lived dinosaurs...
In order to support my orientation in the moving time - we've been playing with callendars and seasons for the last couple of months. It helped. A bit ;) According to Mummy I more or less grasped the idea of the week cycle. The rest is way past me for now, too abstract an order, but still - I happily participate in the playing.

Co prawda szczęśliwi czasu nie liczą, jednak odrobinę zaczynają mi doskwierać pewne niedostatki mojej orientacji w czasoprzestrzeni. Od dawna sprawnie operuję określeniami:
- wczoraj - co oznacza każdy termin w przeszłości
- dawno - co oznacza dalej niż powyższe wczoraj
- jutro - czyli każdy termin od jutra wzwyż
- caaaaały dzień - oznaczające "zawsze", "bez przerwy", "cały czas".

Ostatnio jednak moje spacery po linii czasu doprowadzają mnie do coraz odważniejszego używania precyzyjniejszych określeń. W moim języku zafunkcjonowały, w niejakim nieładzie:
- wiosną, zimą, latem
- jak znowu będzie wiosna, zima, lato
- jak byłam dzidziusiem
- jak mnie nie było na świecie
- jak żyły dinozaury...

W celu wspomożenia mojej orientacji w upływającym czasie - od jakichś 2 miesięcy przerabiamy sobie kalendarze i zmienność pór roku. Trochę to pomaga, trochę nie. Według odczuć Mamy jako tako zaskoczyłam o co chodzi z cyklicznością dni tygodnia, reszta pozostaje raczej w obszarze a(bs)trakcyjnych zabaw. Ale temat oswajamy, a co :)

Evolution of our wall callendar - on the left - winter version. On the right - current spring version.
Top left - painting reproductions portraying the current season.
Bottom left - a wheel of the week. If we don't forget - we move the arrow every morning to see how the week progresses. Spring time upgrade: Mummy writes the most important event of the day next to the day, for example somebody's visit. Being able to recognise first letters - I can more or less work out what is happening on different days. Great success!
On the right - apart from the information about the year, month and season which for now - could be non existent - we have a weather chart. Spring time upgrade: we replaced the weather symbol cartoons with photos. Who has ever seen blue fluffy clouds, heh? No wonder I had great difficulty recognising the weather... ;)
Additionally - a little callendar to tear off the days. Great small-motoric challenge...

Ewolucja naszego ściennego kalendarza - po lewej wersja zimowa, po prawej aktualna wiosenna.
W lewym górnym rogu - reprodukcje i obrazki przedstawiające aktualną porę roku.
W lewym dolnym - koło tygodnia. Codziennie (jak nie zapomnimy) przesuwamy strzałkę. Udoskonalenie wiosenne - przy poszczególnych dniach danego tygodnia Mama dopisuje ścieralną kredką najważeniejsze wydarzenie danego dnia (np. czyjąś wizytę). Dzięki temu, rozpoznając pierwsze litery słów orientuję się kto nas danego dnia odwiedzi.Bardzo przydatne!
Po prawej stronie - oprócz roku, miesiąca i pory roku (które to opisy póki co mogłyby dla mnie nie istnieć) - obserwacja pogody. Bardzo ważna wiosenna modyfikacja - zamienienie rysunków ze stanem pogody - zdjęciami stanu pogody. Kto to bowiem widział na niebie niebieskie obłoki?? Za Chiny Ludowe nie wychodziło mi ich rozpoznawanie ;)
Dodatkowo - kalendarz z obrywanymi kartami dni. Mega wyzwanie mało-motoryczne ;)

***




Opposite our home made wall callendar - I have another one :) A small version of a normal callendar on which I tick off the passing days. Mummy marks big dates in - like the beginning of summer!

Naprzeciwko naszego kalendarza ściennego domowej roboty - mam... drugi kalendarz ścienny :) W małej wersji. Na nim odhaczam poszczególne dni. Mama zaznacza w nim "duże" daty - np. początek lata.

***
Seasonal game - on the symbolic orbit, with a symbolic sun in the middle - we place cork IKEA coasters with trees painted in different seasonal coloures. Then a bunch of pictures to be sorted according to the season.

Gra w pory roku - na symbolicznej orbicie, z symbolicznym słońcem w środku - układamy korkowe IKEOwe podkładki z drzewkami pomalowanymi w kolorach pór roku. A potem przyporządkowujemy zdjęcia do odpowiednich pór.

***
Spring ready, working on summer in concentration. Mummy telling me seasonal stories.
Wiosna gotowa, skupiona pracuję nad latem. Mama opowiada o porach roku.

***
Done!
Gotowe!

***
Only control of error left to do. I'm checking the symbols on the back of the pictures and the appropriate coaster.
Jeszcze tylko kontrola błędu. Sprawdzam symbole z tyłu obrazków i odpowiadającej podkładki.

***


Fianally, symbolic "spring, summer, autumn, winter" walk around the sun ;-) "Like on childrens' birthday in the preschool, Mum"
Na koniec, symboliczny wiosenno-letnio-jesienno-zimowy spacer wokół słońca ;-) "Jak w przedszkolu na urodziny Mamo"

Friday, 6 April 2012

Another new has come...

Nadeszło kolejne nowe...
 

As soon as I turned three, I turned social. Well, social-ish - by comparison ;-) Preschool is observing a shocking outburst of friendships. I am an active and vital member of mixed age youth gangs that terrify the neighbourhood (well, the preschool garden...) with "throwing of the little stones Mummy"and hissing through clenched teeth "NO, I have NO PLAN of going back to the preschool" and smashing the little wooden house door in front of the teacher's nose ;)
Also, I engage myself in complicated love-hate relationships with Cezary, Milena, Natasza and Oliwia. You never know who likes who and when and how abruptly it's going to finish.
As a young addition in a mixed age Montessori class - I often (and very happily) play a role of a baby of the family, being dressed, fed, driven in a doll pushchair and generally told around. It is also very educational - all these new things you can learn from the more experienced others - like for example "Did you know Mummy that flies eat POO!!!?" (laughter to the point of falling on the floor ;))

On the more sentimental note - when asked about the best friend - I will always unfailingly point at Emilka... Three years older 5,5 year old that I knew only for my first 4 days of the preschool back in July, who then moved to a proper school. Emilka helped me and looked after me in this difficult time. Amazing the strenght of bonds that tie when helped in a vulnerable moment... Thank you Emilka :)

Jak tylko skończyłam 3 lata - skończyłam też z nieśmiałością. Troszkę skończyłam ;), w sensie - w  porównaniu. Zrobiło się ze mnie zwierzę społeczne i lew salonowy, a przedszkole obserwuje szokujący wybuch przyjaźni i znajomości. Jestem aktywnym i niezastąpionym członkiem licznych gangów młodzieżowych, włóczących się po okolicy i zastraszających sąsiadów (no dobrze, może po prostu ogródek przedszkolny) "rzucaniem kamyczkami Mamo" oraz syczeniem przez zaciśnięte zęby "Ja się NIGDZIE NIE WYBIELAM!" do apelującej o powrót z ogródka do przedszkola Pani Nauczycielki. Dla podkreślenia przekonań trzaskam Pani Nauczycielce przed nosem drzwiczkami drewnianego domku. Hough.
Co więcej - z Cezarym, Mileną, Nataszą i Oliwią łączą mnie skomplikowane więzi miłości i nienawiści, ze zdecydowaną przewagą miłości. Nigdy jednak nie wiadomo z całą pewnością kto kogo kiedy lubi i jak szybko się to zmieni.
Jako młody uczestnik mieszanej wiekowo grupy w przedszkolu Montessori - nierzadko i z wielką ochotą odgrywam rolę rodzinnego dzidziusia. Jestem karmiona, ubierana i wożona lalkowym wózkiem, oraz generalnie rozstawiana po kątach :) Dużo się także uczę o świecie od bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów: "Mamo, czy ty wiesz, że muchy jedzą KUPĘ!!!?" (i wybuch śmiechu z turlaniem się po podłodze... taaa ;)).


Z bardziej sentymentalnych przemyśleń - zapytana o najlepszą koleżankę - zawsze i niezmiennie wskazuję Emilkę. 3 lata starszą 5,5-latkę, którą znałam tylko przez pierwsze 4 dni mojego pobytu w przedszkolu w lipcu. Potem Emilka poszła do normalnej szkoły. Jednak przez te 4 trudne dla mnie dni pomagała mi i opiekowała się mną. Niesamowite - siła więzi i wdzięczności powstałych w momencie słabości i bezradności. Dziękuję Ci Emilko :)