Thursday, 12 January 2012

December celebrations

Grudniowe świętowania


Proper December celebrations started with my birthday and a cosy meeting with all the most important people (apart from the ones who happen to be in other important places ;) I did the blowing, they did the singing and then we had a nice quiet time together (interrupted from time to time by Kamran falling off places and into things ;)). 100 points for Babcia Dana for making a universally benign birthday cake without sugar and wheat (xylitol and rye flower instead!).

Właściwe grudniowe świętowanie zaczęło się od moich urodzin i kameralnego spotkania w gronie najważniejszych osób (nie licząc tych, które akurat są w innych ważnych miejscach ;). Ja zdmuchnęłam, oni zaśpiewali, po czym spędziliśmy sobie spokojnie popołudnie,  przerywane tylko od czasu do czasu przez Kamrana spadającego z kanapy lub wpadającego na sprzęty domowe ;)) 100 punktów dla Babci Dany, która zrobiła tort z samych uniwersalnie nieszkodliwych składników - bez cukru i pszennej mąki (za to z ksylitolem i mąką żytnią).



Then the Christmas preparation time began. Mummy got the wintery books and  Christmas decorations out, Daddy lugged the tree and I decorated myself with a Santa hat. In the meantime I met a preschool Santa and Mummy was faced with a decision what to tell a child about Santas, Angels, Father Christmases and alike, having in mind that we live in a no-bull-to-children-house. Well, the rules have been somewhat compromised to my delight ;)

Następnie rozpoczął się czas przedświątecznych przygotowań i uroczystości. Mama wyciągnęła zimowo-bożonarodzeniowe książki i ozdoby choinkowe, Tata przytargał choinkę, ja przyodziałam się w czapkę Mikołaja. W międzyczasie spotkałam się z Mikołajem przedszkolnym, a Mama musiała się zmierzyć z decyzją co powiedzieć dziecku na temat Aniołków, Mikołajów i Dziadków Mrozów, biorąc pod uwagę, że w domu praktykuje się nieściemnianie-dzieciom. No cóż, zasady zostały nieco naciągnięte, ku memu zachwytowi ;)



This year I was also a kitchen goddess. Had to teach Mum how to go about cutting out gingerbread cookies. Thanks to Dad I had all the necessary experience of playdough cutting. Unlike poor helpless Mum ;-)


W tym roku byłam także boginią w kuchni. Musiałam nauczyć Mamę jak się wycina z foremek pierniczki. Całe szczęście dzięki Tacie miałam odpowiednie doświadczenie nabyte w pracach z ciastoliną. Biedna Mama była za to dość bezradna ;-)



Last but not least, when Christmas was well gone and past, we made and sent some Christmas cards and visited a "live manger" :-) First things first.

Na zakończenie, jak Święta były już dobrze za nami - zrobiliśmy i wysłaliśmy kartki świąteczne i odwiedziliśmy "żywy żłóbek" :-) Grunt to wyczucie czasu.


No comments:

Post a Comment