Friday, 25 November 2011

Flying visit

Lądowanie z wizytą


One autumny morning something landed in the preschool garden. Or rather was dragged in and rigged with effort by Daddy and Jarek. Daddy showed the glider to all the kids. On this occasion it turned out that Oliwka's daddy also flies gliders, Max's daddy flies aeroplanes and Kuba's daddy owns a BMW ;-))
Daddy organised a queue for jumping in and out while Mummy was explaining how things work. I was sticking mainly to Mummy. Still when I have a choice of a glider and Mummy - I will opt for Mummy. But we all know very well it may not be so forever ;)
Anyway - I have my own glider memories from the summertime.


Pewnego jesiennego poranka coś wylądowało w przedszkolnym ogródku. Albo raczej zostało przyciągnięte i w pocie czoła złożone przez Tatę i Jarka. Tata pokazał wszystkim dzieciom szybowiec. Przy okazji okazało się, że: Oliwki tata też lata szybowcami, Maksia tata lata samolotem, a Kuby tata ma BMW ;-))
Tata zorganizował kolejkę do wsiadania, natomiast Mama objaśniała wszystkim co i jak. Ja natomiast trzymałam się Mamy.Ciągle jeszcze jak mam do wyboru szybowiec i Mamę - wybieram Mamę. Choć wszyscy wiemy, że może tak nie być zawsze ;) 
Zresztą, w lecie już swoje odsiedziałam w kabinie :)


Wednesday, 23 November 2011

Surfing on a rocket

Lot w kosmos




It all started with me discovering that a steamer insert makes a great rocket. What's more - it wonderfully opens out for my little people - the astronauts. Then me and Daddy only needed an opportunity to do a follow up story. We had a day of fun fun fun:
- building a proper rocket with the steamer insert, a kitchen towel roll and some cleverly made cardboard engines
- enacting the whole story from the countdown, to the take off, to firing off of each engine, to flying out to the moon, landing on the moon, letting the astronauts out, experiencing no gravity, getting back into the rocket, flying towards the Earth, burning a bit in the atmosphere, cooling down, to landing and living happily ever after
- watching Apollo 11 take off and the view of the Earth on youtube.
Mummy in the meantime was playing preschool ;-)





Wszystko się zaczęło wtedy jak wymyśliłam, że wkładka do gotowania na parze świetnie się nadaje na rakietę. Co więcej - bosko się otwiera i wpuszcza do środka ludki-astronautów. Potem już tylko z Tatą potrzebowaliśmy odpowiedniej okazji, żeby rozbudować tę historię. Kiedy nadszedł ten dzień zabawy:
- zbudowaliśmy rakietę właściwą, używając powyższej wkładki do gotowania na parze, tekturowej rolki po ręczniku papierowym oraz kartonu do skontruowania silników
- wielokrotnie zaprezentowaliśmy lot rakietą, począwszy od odliczania, przez start, odpalenie silników, lot na księżyc, lądowanie na księżycu, wypuszczenie astronautów, doświadczenie braku grawitacji, powrót do rakiety, lot w kierunku Ziemi, lekkie osmalenie w atmosferze, chłodzenie i szczęśliwe lądowanie
- oglądaliśmy start Apollo 11 oraz podziwialiśmy Ziemię z kosmosu na youtubie.
W tym czasie Mama bawiła się w przedszkole ;-)

Friday, 18 November 2011

Tarting up

Strojnisia


Mummy understood that a new era had begun when she asked me about my favourite colour and in reply she heard "Pink!"
Then it was only more and more exciting - I gasp with delight at the sight of golden hair clips, sequins and silver thread in gloves. With a deep sigh Mummy desperately tries to find an acceptable compromise.
In the same time I have become strongly opinionated when it comes to my daily attire. I like to wear tights best. And socks, two different ones. I like dresses, but only the ones appropriate for dancing. I also take great interest in hair clips, 8-10 at a time, clipped in wherever my little hand can reach. When it comes to hairdos - I happily demand a plait on the one side and a hair bunch on the other. I decorate myself with Mummy's necklace and Daddy's slippers and voila. Ready to go! :-)

Mama zrozumiała, że nadeszła nowa era kiedy na pytanie "Jaki jest twój ulubiony kolor", odpowiedziałam: "Józiowy!"
Potem jak u Hitchcocka - emocje tylko rosły - wydaję okrzyki zachwytu w sklepie na widok złotych spineczek, cekinów i srebrnej nitki na rękawiczkach. Mama łapie się za głowę i sprawnie lawiruje szukając akceptowalnych kompromisów.
Równocześnie wykształciłam w sobie silne przekonania jeśli chodzi o mój strój codzienny. Najbardziej lubię nosić rajtuzy. Oraz skarpetki - koniecznie każda inna. Lubię sukienki, ale jedynie odpowiednie do tańczenia. Gustuję w licznych spineczkach (najlepiej około 8-10), które samodzielnie zapinam gdzie rączka dosięgnie. Z fryzur - lubię zażyczyć sobie kucyka z jednej i warkoczyka z drugiej strony, a co tam. Do tego przyozdabiam się koralami Mamy i kapciami Taty. I jest git, gotowa do wyjścia! :-)

Wednesday, 9 November 2011

"I do what I do"... continued

"Robię jak robię"... c.d. 


Hannah dot-painting letters. We are at "P"
M: Hannah, you should have dotted only the edge, not the inside of the "P"
H: I did it how I knew. Mum. I can do like I want!

Hannah "kropkuje" litery. Jesteśmy na "P"
M: Haniu, to sie kropkuje po obrysie, w srodku nie.
H: Zrobiłam jak umiem. Mamo. Moziem robić jak chcę!

***

Our daily routine - a mad run from the car to the kindergarten, not to be late.
M: Hannah, now we jump out of the car and we dash straight to the kindergarten.
H: Me, not dashing...

Codzienna poranna rutyna - bieg z samochodu na ostatnim moment do przedszkola.
M: Hannah, teraz wyskakujemy i pędzimy!
H: Ja nie pędzim.

***

We're discussing a purchase of a new bed for Hannah
H: In my new bed I will let Tikka in.
M: Hannah you know my opinion about letting the cat in the bed. I don't like it.
H: Yes Mummy. I will let Tikka in my bed. You don't have to!

Dyskutujemy zakup nowego łóżka dla Hani
H: Ja pozwolim Tice wejść do mojego nowego łóżka.
M: Hannah znasz moje zdanie na ten temat. Nie zgadzam się na koty w łóżku.
H: Tak Mamo. Ja pozwolim wejść Tice do mojego łóżka. Ty nie musisz!

Tuesday, 8 November 2011

Seasonal hunting and gathering

Jesienne zbieractwo

One hunts and gathers what's avaialble. These days I opt for pebbles, cobble stones, chesnuts, acorns, cones, dry grass, rotten leaves ("How beautiful!!!"), bits of rubbish, moulted feathers, sticks and stuff. I collect them into whatever I can - hold in my hands, hold in Mum's hands ;), carry in the pocket, in a plastic bag or in a basket. All the treasures must accompany me home. Mum counts on the imperfection of my shortterm memory and manages to somehow rid off most of them by the time we get home. Probably unaware that I can see her sneakly opening the car window and... out it flies.

Każdy zbiera co może i gdzie może. Zazwyczaj zbieram kamyczki, kostki brukowe, kasztany, żołędzie, szyszki, suche trawy, zgniłe liście( "Jakie pięęęęękne!!!"), śmieciuszki, wyliniałe pióra, patyki i takie tam. Zbieram w co się da, do rączki, do kieszonki, do wora, do koszyczka, do Mamy rączki... Wszystkie skarby bezwględnie muszą towarzyszyć mi w domu. Licząc na moją niedoskonałą pamięć krótkoterminową Mama jakimś cudem wyzbywa sie większości zanim dotrzemy do domu. Myśli, że nie widzę jak cichcem uchyla okno samochodu i ... sruuuu...




At Granny's however... Well, there I gather autumny shells, seagul feathers, stripy stones, sea weed and lots and lots of sand. Then I count it all up and sort. Mum's been trying to do some preaching about the meaning of sets. She was muttering  something about feathers, stripy things and stripy feathers. And some grey and not-grey stones. Or maybe shells? Faffing about that was!
If you want to make sets - make a proper one, like mine (the very bottom one)!

U babci natomiast... Tam zbieram sobie jesienne muszelki, mewie piórka, kamyczki w paseczki, glony oraz dużo dużo piasku. Następnie sortuję i przeliczam. Mama coś próbowała pouczać mnie w kwestii zbiorów (takich matematycznych znaczy się). Mamrotała pod nosem o piórkach, rzeczach pasiastych i pasiatych piórkach. Jakichś szarych i nieszarych kamieniach. A może muszelkach? E tam, głupoty jakieś. 
Jak robić zbiory to porządnie, jak mój.O! (ten na samym dole)