Thursday, 3 March 2011

Goodbye my Friend...

Żegnaj Przyjacielu...


Three weeks ago Mum initiated this innocuous conversation whose gravely consequences she never ever expected. One morning we were sitting in bed together and she said to me in this most casual tone of voice:
- Hannah... These dummies of yours... We need to talk about them. They are not good for your teeth. They push them out like this (adequate presentation)...

Then, to her total astonishement and dismay she saw me freeze, my eyes going wide and filling up with tears... And I stayed this way for a good minute. She realised something very important was happening...
This very moment I was already mourning... I was mourning all these sucky comforting friends, bad for my teeth, that I was not putting in my mouth again.
And I didn't ! I just did not! After 2 years of deep addiction and need for having my hands and mouth full of them every night - I stopped, for a higher good. Mum and Dad were gobsmacked with my self-discipline and will power. And frightened what it will do to them in future ;-)
Mum saw me explaining to myself numerous times after that about: "Dummy no, dummy bad for teeth, Hannah dummy in the hand not in mouth, piggy dummy no - piggy has teeth, rabbit dummy no - rabbit has teeth, Po dummy yes! Po no teeth!"
Since then - I've been spotted using a new dummy comforting technique:
- holding multiple dummies in my hands for sleeping. Absolute necessity.
- putting the back of the dummy against my mouth
- rubbing the dummy all over my face, cheeks and mouth with a happy purr :-)

Trzy tygodnie temu Mama zainicjowała rozmowę, nie przewidziawszy jak poważne i daleko idące skutki ona wywoła. Pewnego poranka siedziałyśmy sobie razem w łóżku, gdy Mama przemówiła do mnie beztroskim głosem:
- Hannah, musimy porozmawiać o Twoich smoczkach... Bo wiesz, one są niedobre dla Twoich zębów. Tak je wypychają do przodu (adekwatna prezentacja) i mogą Ci je skrzywić...

Na to, ku totalnemu zdumieniu i przerażeniu Mamy - zamarłam. Oczy zrobiły mi się wielkie i okrągłe i napełniły się łzami. Patrząć na nią trwałam w rozpaczliwym bezruchu dobrą minutę. Mama zrozumiała, że dzieje się coś ważnego...
W tym właśnie momencie przeżywałam żałobę... Odżałowywałam wszystkie cudne ssacze, niedobre dla moich zębów, których miałam już więcej nie użyć.
I nie użyłam. Po prostu nie! Po dwóch latach uzależnienia i głebokiej potrzeby wypełniania smoczkami buzi i łapek każdego wieczora - zaprzestałam, dla wyższego dobra. Mamę i Tatę zatkało. Moja samodyscyplina i siła woli wprowadziła też pewien niepokój - do czego będę zdolna w przyszłości ;-)

W późniejszym okresie wielokrotnie Mama widziała, jak tłumaczyłam sobie: "Dummy (ang. smoczek) Hania nie, Hania ma zięby. Niedoble. Dummy w rąćce, w buzi nie. Świnka dummy nie - świnka ma zięby. Królik dummy nie - królik ma zięby. Po nie ma zięby! Po dummy tak! Po moooozie".

Od tego czasu wypracowałam też nowe kojące techniki użycia smoczków:

- trzymanie licznych smoczków w łapkach przez całą noc. Absolutnie koniecznie.
- trzymanie plastikowego "tyłu" smoczka przy ustach
- tarcie z upodobaniem smoczkiem całej buzi, policzków i ust, powtarzając "Hania sioruje, do buzi nie, tiko sioruje" ;-)

No comments:

Post a Comment