Tuesday, 28 December 2010

Walking in the winter Wonderland

Mroźny krajobraz

Happy Christmas :)

Wesołych Świąt :)



My third Christmas, but first truly experienced Christmas tree decoration. I found new uses for the ornaments: rolling balls on the floor, rattling chains in the colander, hanging Christmas people on the cat's paws... This is what you'd call culturally uninhibited expression! :)


Moje trzecie Boże Narodzenie, ale pierwsze w pełni przeżyte ubieranie choinki. Znalazłam mnóstwo nowatorskich zastosowań dla dekoracji świątecznych: turlanie bąbek po podłodze, grzechotanie łancuchem w durszlaku, wieszanie choinkowych ludków kotu na łapach... To się nazywa kulturowo nieuwarunkowana, swobodna ekspresja! :)





Saturday, 25 December 2010

Run as fast as you can!

Ratuj się kto może!


- Cuddle, cuddle!
- Catch, catch!
- Hold, hold!
- Pick up, pick up!
Livestock of the world - be on your toes this Christmas!

- Tujić, tujić!
- Łapać, łapać!
- Cimać, cimać!
- Nosić, nosić!
Żywy inwentarz w te Święta musi się mieć na baczności!













In the meantime...

A w międzyczasie...



... I turned terrible two ;-) Blew the candles, ate the cake, entertained the guests and played with numerous presents (dolly toilet in the wooden house being top of the tops :). Then cleaned and mopped up after the party, like I do. So long and thanks for all the fish :-))


...Osiągnęłam buntowniczy wiek dwulatka. Zdmuchnęłam świeczki, zjadłam ciasto, zabawiłam gości, poszalałam z licznymi prezentami (kibelek dla lali z drewnianego domku to aktualny hit nad hitami). Po imprezie posprzątałam i przeleciałam mopem jak to mam w zwyczaju. Cześć, i dzięki za ryby! :-))


Tuesday, 21 December 2010

Chitchat

Daddy and I often play in bed after waking up, rolling around, throwing around and fooling around.

D: Hannah, shall I bite your toes off?
H: mmmmmm...
D: Do you want me to bite your toes off??
H: Toes and Marmite!!

Ten wpis jest niestety tylko po angielsku, ze względu na grę słów trudną do przetłumaczenia.


Saturday, 18 December 2010

Cztery słonie...


Unfortunately - this one is only in Polish as it is about joint singing of a Polish nursery rhyme...

Hania śpiewa z Mamą:
M: Cztery
H: soni
M: zielone
H: soni
M: Każdy
H: krtke
M: ma na
H: ogonie!
M: Ten
H:... waty
M: Ten
H: ... waty
M: Kochają się jak
H: ... waty!!!

Wednesday, 8 December 2010

I scrub...

Szoruję...


It seems that I have a sensitive period for scrubbing ;-) I could scrub and wash for hours! And I do. I have been reported to:
- scrub the bathroom floor with a brush and soap for almost 2 hours
- wash my doll in the bowl at least 5 times a day (with a great emphasis on soaping the belly button)
- wash my piggy and its back, and its arms and its tummy
- scrub my table with soap, sponge and brush after fingerpainting with more passion than the fingerpainting itself
- thoroughly wipe my bath every night and attempt on washing myself (armpits especially ;)
- wash the dishes whenever I get a chance (not too often)
- throw myself into wiping the floor with a cloth a bit after bit after bit
- have the water running for as long as I can get away with and experimenting with different types of soap
Mum is delighted with my current interests, although holds not too much hope for future as she knows that unfortunately - sensitive periods once they happen - they never reoccur... Bummer! She's afraid that when it comes to scrubbing - the genetics will take over for the rest of my life ;-)

Wygląda na to, że mam wrażliwą fazę na szorowanie ;-) Mogłabym szorować i myć godzinami, co też zresztą czynię. Widziano mnie w następujących akcjach:
- szorowanie podłogi w łazience szczoteczką i mydłem przez prawie 2 godziny

- mycie lali w misce co najmniej 5 razy dziennie, ze szczególnym naciskiem na namydlenie lalowego pępka

- pranie w misce świnki, jej plecków, rączek oraz brzucha
- szorowanie mojego stolika mydłem, gąbką i szczotką po malowaniu palcami, z większą namiętnością niż samo malowanie palcami
- dokładne cowiec
zorne wycieranie wanny oraz próby samodzielnego mycia (szczególnie pod paszkami)
- zmywanie naczyń jak tylko mam ku temu okazję (niezbyt często)
- z zapamiętaniem wycieranie podłogi szmatką kawałek po kawałku

- puszczanie wody na tak długo jak mi pozwolą i eksperymentowanie z różnymi typami mydła.

Mama jest zachwycona moimi aktualnymi zainteresowaniami, choć nie ma złudzeń jeśli chodzi o przyszłość. Niestety wie, że wrażliwe fazy jak się zdarzą to się już nie powtarzają. Więc jak mi przejdzie, to istnieje obawa że w kwestii szorowania genetyka weźmie górę na pozostałą część mojego życia ;-)

Ladies and Gentlemen, here comes Tikka!

Panie, Panowie, nadchodzi Tikka!


I know it's not quite my birthday yet, but I got a little something already. It arrived 2 weeks ago in a shoe box, wearing a lovely red ribbon on its neck. And uttering some pathetic squeeks and squeels, not being able to meow properly yet :) Tikka the kitten joined our family.
Why Tikka? - because we like the sound. A little bit of tikka masala, a little bit of a female tick-tock - and there you are :)
Tikka is my good friend. Or rather a subject. The ability to move her around, carry, relocate, chase and push off the sofa fills me with pride and self importance. And it fills Mum and Dad with dread - especially the carrying-around-by-the-neck (!), kicking and pushing-down-to-the-floor. Mmmm...
But I do it out of love of course. I ask about Tikka first thing in the morning and last thing in the evening. I share my toys with her - giving her nicest blocks and puzzles. With a loud "Jedziemy!!" ("Off we go!!") I drive her in my doll pushchair. I even take her with me to watch the washing machine - and we both stare at the whirling clothes!

Co prawda to jeszcze nie moje urodziny, ale coś niecoś już dostałam. Przybyło do nas jakieś 2 tygodnie temu w pudełko po butach, ubrane w piękną czerwoną kokardę. I wydawało z siebie żałosne popiskiwania nie umiejąc jeszcze porządnie miauknąć. Kociak Tikka dołączył do naszej rodziny.
Dlaczego Tikka? - bo podoba nam się brzmienie. Trochę jak tikka masala, trochę jak żeński odpowiednim tik-taka. I już :)
Tikka jest moim dobrym kumplem. Albo raczej poddanym. Możliwość kontrolowania jej miejsca pobytu, przenoszenia, relokacji, gonienia oraz zrzucania z kanapy napełnia mnie dumą i poczuciem własnej ważności. Mamę i Tatę natomiast napełnia przerażeniem ;) Szczególnie noszenie-Tikki-za-szyję, kopanie oraz dociskanie-do-podłogi. Mmmm...
Ale ja robię to wszystko wyłącznie z miłości! Z Tikką na ustach zasypiam i się budzę. Dzielę się z nią najlepszymi zabawkami - podtykam najfajniejsze klocki i puzzle. Z gromkim okrzykiem "Jedziemy!!" wożę ją wózkiem dla lalek po całej chacie. A nawet zabieram ją na wspólne oglądanie pralki! - siedzimy sobie wtedy razem i gapimy się na wirujące ubrania ;)