Sunday, 10 October 2010

My house the Montessori way

Chata po montessoriańsku


My house is becoming more and more Hannah-friendly. Some of the changes I appreciate highly, about others I couldn't care less, but as it seems to make Mommy happy - let her play with cupboards, trays and baskets :-) The biggest change I see is that the plastic boxes full of stuff have been replaced by pretty cupboards... full of stuff ;)
However - at least now I can see what I have! Plus most of the house common spaces also incorporate my little corners, which makes me feel nicely included, thank you very much :).
I navigate smoothly in my new environment. I have some shelves in the kitchen with drinks and nibbles and my table set for self servicing (occasional :). I have a little corner in the bathroom for hands washing (and dolly bathing!), activities cupboards and bookshelves in the living room (if you ask me - I could be drawing and painting any time) and a little nature table (hardly any interest whatsoever ;). And all these new home-made Montessori "toys" for pouring, spooning, sorting, sniffing, opening/closing and threading.


Mój dom robi się coraz bardziej przyjazny Hani. Za niektóre zmiany jestem bardzo wdzięczna, inne olewam centralnie, ale jako że te przemeblowanki wydają się uszczęśliwiać Mamusię - to niech się bawi szafkami, tackami i koszykami :-) Najwięszka zmiana jaką widzę to to, że plastikowe pudła pełne wszystkiego zostały zastąpione ładnymi szafkami... pełnymi wszystkiego ;) Tyle że teraz przynajmniej widzę co mam! Ponadto części wspólne naszego domu zyskały kąciki z przeznaczeniem dla mnie, co cieszy, przyznaję. Sprawnie nawiguję po nowym otoczeniu. Mam półeczki w kuchni, a na nich przegryzki i własną zastawę stołową do samoobsługi (sporadycznej ;), kącik w łazience do mycia łapek (oraz kąpania lali!), szafki w salonie pełne skarbów oraz półki z książkami, a także kącik przyrody - olewany centralnie ;-) No i te wszystkie domoróbcze montessoriańskie niby-zabawki do przelewania, przenoszenia łyżeczką, sortowania, wąchania, otwierania/zamykwania i nawlekania.

4 comments:

  1. ładny porządeczek. ładniusi!

    ReplyDelete
  2. ja tez mam zabawki do nawlekania, nazywa sie to 'zestaw do robienia bizuterii' ;)

    nareszcie sie dowiedzialam jak po angielsku powiedziec 'olewam centralnie' :D brawo Hania!

    ReplyDelete
  3. mamomaddoxa - powiem wiecej, to dziecko jakies takie niekrabowe. Chodzi i zamyka niedomkniete szuflady, wyciera wylane płyny, oraz - pouczona - odnosi tacki z zabawkami na miejsce, tak jakby sprzatanie to byla czesc zabawy! Szok jakis, bo my to raczej z tych, ktorym "przewrocilo sie niech leży". Matka zaciera ręce z radości, choc gdzies tam pozostaje swiadomosc, że to chyba wlasnie taki etap wrazliwy na porzadek i jak skonczy 3 lata to jej przejdzie a chalupa zarosnie na amen ;)

    AleksandroR - u nas zestawu do robienia biżuterii nie uswiadczysz, bo mama bizuterie to w sklepie kupuje i stety lub niestety - do manufaktury wszelakiej we wlasnym wykonaniu miłością nie pała. A tak w ogóle - to te nawlekactwa haniowe to polecam - duże drewniane klocki z byczą dziurą oraz sznurówka zakonczona takim 5-cm kołeczkiem, co by sie łatwo w łapie trzymało i przez dziurę przepychało. Hula że hej.

    ReplyDelete
  4. haniusia-czyściusia :-) przydatne takie dziecko!
    nasze mysie-porządnisie mają swoje role porządkowe, starsza mysia jest pedantyczna, lecz tak poukładanych zabawek na półeczkach nie osiągnęłaby...może posegregować kilka zestawów małego lego do pudełeczek... ale większość zabawek wrzuci zusammen do pojemnika i takie to sprzątanie... gorzej, że ten śmietnik się rozrasta i przyrosty roczne są wprost załamujące, dlatego trza robić czystki.

    ReplyDelete