Thursday, 25 June 2009

I'm in Love

Jestem zakochana...


His name is Groszek (Little Pea) and he's beautiful... We date out together, walk in the park and once we even went out to the country, unfortunately the mothers didn't let us out of their site... ;-)
When we are together Groszek is looking at me with sheep's eyes and I hold his little hand. When the moms are not looking we pull each other's blankets. And when we are apart we cry :-)

On nazywa się Groszek i jest piękny... Bywamy razem na randkach, spacerujemy po parku, a raz wyskoczyliśmy razem za miasto, niestety matki nie spuszczały z nas oczu... ;-) Kiedy jesteśmy razem Groszek patrzy na mnie maślanymi oczętami, a ja go trzymam za łapkę. Jak mamy nie patrzą to ciągniemy się za kocyki. A jak się nie widzimy to ryczymy :-)

Tuesday, 23 June 2009

Me and my Friends

Ja i moi Przyjaciele


As it seems that I'm not terribly faithful when it comes to friendship, I thought I would like to introduce you to some of my closest friends before I change my heart and mind... ;-) So here they come:
> Husky the Dog - when I have waves of insomnia it's sometimes enough to hold him next to my face and it makes my eyes roll up and inwards ;)
> Sammy the Spider - my oldest and most devote love. It has flashing lights and lovely music when shaken. Mom loves him for the music too ;)
> Peter Pineapple - his feet are my fetish for sucking :)
> and the tap! - my best bathing friend. I freeze and stare. And kick and stare. And squeel and stare. And splash and stare.

I also have one best human Friend outside the family. It's Ania K. She is my favourite friend in the whole world. We've known each other for life or even longer... She shows me rain and beautiful music. She teaches me how to play with the ball and she knows I need to shake the teether to go to sleep. I know her and she knows me :)


Jako że wychodzi na to, że nie jestem najwierniejszym z przyjaciół, pomyślałam, że przedstawię kilkoro moich najbliższych zanim odmieni mi się serce... :) A więc oto oni:
> piesek Husky - kiedy opada mnie fala bezsenności wystarczy czasami, że przyłożę go do policzka, a oczy bezwiednie wywracają mi się do góry... :)

> pająk Sammy - moja najstarsza i najbardziej oddana miłość. Mruga światełkami i gra muzyczkę jak się nim dobrze potrząśnie. Ze względu na muzyczkę kocha go także mama ;-)

> Peter ananas - jego stopy to mój fe
tysz do ssania ;-)
> no i kran! - najlepszy przyjaciel w kąpieli! Zastygam i się wpatruję. Wierzgam i się wpatruję. Piszczę i się wpatruję. Chlapię i się wpatruję.


Mam także prawdziwego żywego Przyjaciela spoza rodziny. To Ania K. Jest moją najlepszą przyjaciółką na całym świecie. Znamy się całe życie albo i dłużej... Ania pokazuje mi deszcz i puszcza piekną muzykę. Uczy mnie jak się bawić piłką i wie, że muszę sobie potrząsnąć gryzakiem żeby zasnąć. Ja znam ją a ona zna mnie :)

Daddy's Day

Dzień Tatusia



It's his Day today. I love him with all my little heart!

Dziś jest jego Dzień. Kocham go całym moim małym serduszkiem!

Saturday, 13 June 2009

Road trippin'...

Się włóczymy...


Mom, Dad and Me. We go road trippin' together... :-)

Mama, Tata i Ja. Się razem włóczymy... :-)

Half of birthday

Pół urodzin

A day before yesterday I had my half-birthday. Hard to believe I've been hanging around this world for half a year now! I have to say I feel much more like an expert now, I don't have to be sleeping all the time anymore, pretending This World didn't exist. Now I happily face it with my head up!

For my half-birthday Mom and Dad got me a Real Chair! You know, one for Sitting Up. Like an Adult! Like a little girl who doesn't want to be flat anymore :)
For my half-birthday my Mom also got herself a present ;-) (how generous of her ;))
It's woven, stripey and is called a Green Paprika. Apparently the official version was that it's for me of course... mmmm...

Przedwczoraj miałam swoje pół-urodziny. Aż trudno uwierzyć, że kręcę się już po tym świecie pół roku! Muszę jednak przyznać, że czuję się jak prawdziwy ekspert, nie muszę już przesypiać całych dni udając, że Ten Świat nie istnieje. Teraz z radością i podniesioną głową stawiam mu czoła!

Na moje pół-urodziny Mama i Tata kupili mi Prawdziwe Krzesełko! Wiecie, takie do Siedzenia. Jak Dorośli! Jak mała dziewczynka, która już odmawia leżenia na płask :)
Na moje pół-urodziny także Mama kupiła sobie prezent ;-) (ależ ona hojna! ;)) Prezent jest tkany, pasiasty i zwie się Green Paprika. Podobno oficjalna wersja jest taka, że to oczywiście dla mnie... mmmm...

Sunday, 7 June 2009

Kasia and Lorek are back!

Kasia i Lorek wrócili!


It was worth the wait! Kasia and Laurence came back and I could assess organoleptically that they do exist in the real world. They did the same with me ;-) Apparently we are related!
I was happy to find out just a little bit about them. Primarily that Lorek is a hero and saved Kasia from:
- attacking wild monkeys
- attacking mad dogs
- dying of food poisoning (or was it malaria... :-//) somewhere in a yurt in Mongolia. And much more.
Kasia's great fun, we quickly discovered that we go well together - she likes throwing, I like to be thrown ;-) Lorek was a little frightened of me I think, but I'm sure he's happy to know us two have a community of a dreadlock ;) I also met Zosia, Kasia's best friend and we allll had a great Polish dinner made by Granny Dana. Well... I was mainly looking...


Warto było czekać! Kasia i Laurence przyjechali, a ja mogłam stwierdzić organoleptycznie, że istnieją oni naprawdę. Oni dokonali analogicznych spostrzeżeń na mój temat ;-) Podobno jesteśmy spokrewnieni!
Dowiedziałam się o nich troszkę. Głównie tego, że Lorek to bohater, których obronił Kasię:
- przed atakującymi dzikimi małpami
- przed atakującymi wściekłymi psami
- od nieuchronnej śmierci od zatrucia pokarmowego (a może to była malaria... :-//) gdzieć w jurcie w Mongolii.
I wielu innych rzeczy.
Kasia jest super, szybko odkryłyśmy, że pasujemy do siebie - ona lubi rzucać, ja lubię być rzucana ;-) Lorek trochę się mnie chyba obawiał, ale na pewno się cieszy, że stworzyliśmy teraz dwuosobową drużynę dredowców ;) Poznałam też Zosię, przyjaciółkę Kasi, i zjedliśmy razem pyszny polski obiad ugotowany przez Babcię. To znaczy ja głównie patrzyłam...

Saturday, 6 June 2009

Like Father, like Daughter...

Jaki Ojciec taka Córka...

Me and my Dad are great pals! We have similar taste and interests, not to mention the hair... ;-)
We wear matching tops (don't say anything... ;-)) and we hang around each other with great delight. Dad understands my fascination for tubes and cables, although I do admit we slightly differ in the interpretation of their functionality...
When it's hard work - it's hard work, when it's fun - it's fun. I'm good for anything!
I can happily advise Dad on computer programming and at weekends we fend Mom off and delight in Formula 1 watching! What more could one ask from life...?

Mój Tata to super kumpel! Mamy podobny gust i zainteresowania, o włosach nawet nie mówiąc... ;-) Nosimy pasujące do siebie koszulki (proszę nie komentować... ;-)) i z rozkoszą spędzamy sobie razem czas. Tata rozumie moją fascynację rurkami i kablami, choć przyznaję, różnimy się nieco w kwestii interpretacji ich użyteczności...
Jak pracujemy to pracujemy, jak się bawimy to się bawimy. Świetnie się nadaję i do jednego i do drugiego! Z przyjemnością doradzam Tacie jak programować, a w weekendy przepędzamy Mamę i oglądamy sobie razem Formułę 1! Czego więcej od życia potrzeba...?

My Day

Mój Dzień

Forgot to tell you that on the 1st June I had my day :-) Apparently all the munchkins of the world celebrated alongside! Got a great helium baloon from Granny Dana, which kept me busy me for hours and days to follow. Mom tied it to my foot with a short string and sat down to be entertained and wasn't disappointed I hear ;-)
Mom and Dad also got me a new mat for excercising. It's dull and boring in colour but verrrry comfy for my pilates and travelling attempts. I'm all ready steady in the starting blocks, bent knees, bum up, shuffling about, but not quite there yet. Very frustrating...


Zapomniałam powiedzieć, że 1. czerwca miałam swoje święto :-) Podobno wszystkie małe ludki tego świata świętowały razem ze mną! Dostałam od Babci Dany balona z helem, który stanowił przednią rozrywkę w następnych dniach. Mama przywiązała go wstążeczką do mojej stopy, rozsiadła się i czekała na przedstawienie. Podobno się nie zawiodła ;-)
Mama z Tatą ofiarowali mi także nową matę do ćwiczeń. Jest bura i nudna w kolorze, ale za to przednio sie nadaje na mój pilates oraz do ćwiczeń w przemieszczaniu się. Jestem zwarta i gotowa w blokach startowych, kolana zgięte, dupsko w górze i więrcę się na boki, ale to jeszcze NIE TO. Bardzo frustrujące...