Wednesday, 19 August 2009

First proper holiday - overview

Pierwsze prawdziwe wakacje - przegląd wydarzeń


I've been on a Real Holiday! I was going to go to a gliding competition in Hungary, but ended up with Grandma and Grandpa in Ireland. The official version of the last minute plan change is that Dad got a terrible cold, which he did, and then I got a terrible cold, which I did. Whether this was the real reason though - only I will know... ;-)
In any case - I loved my time in Ireland!
I felt like a real debutant on all the fronts. There were lots of first-timers!
> first flight on the aeroplane - truly dreaded by Mom, especially as it was happening in the evening. Well, I was perfectly fine, stretched out on the seat between Mom and Dad and snoring away. I was fine until the landing when for the third time I was picked up and fastened to Mom. For God's sake, how many times one can be woken up in the middle of sleep, heh? I am extremely tolerant, but enough is enough. I expressed my deepest outrage in the full voice. And kept expressing it good and long... Mom was getting bad looks from all over the place and very rightly so.
> first bath in a kitchen sink - and second, and third and fourth... :-) Who needs all this fussy bathing equipment? It's important to have a duckie and a shining tap to play with. Nothing else matters
> first walks on the beach - well, Mom, Dad, Grandma and Grandad were walking and I was accompanying in the wrap. Mainly sleeping :-) Way too much fresh air
> first proper crawling steps - instantly forgotten, but wait, I will show you one day!
> first climbing of the objects - like a little King-Kong, or rather a Queen-Kong!
> first feeding of the swans - although I truly had no clue what was going on and who was eating what... and why I wasn't allowed to eat the bread... Still - observed with fascination.


I really didn't want to go back home...

Byłam na Prawdziwych Wakacjach! Miałam jechać na zawody szybowcowe na Węgry, a skończyłam u Babci i Dziadka w Irlandii. Oficjalna wersja jest taka, że zmiana planu w ostatniej chwili była spowodowana ciężkim przeziębieniem Taty, które rzeczywiście miał, oraz moim zarażeniem się tym przeziębieniem, które rzeczywiście nastąpiło. Ale czy to były prawdziwe powody - pozwólcie, że zachowam to dla siebie... ;-)
Tak czy inaczej - w Irlandii było wspaniale! Czułam się jak prawdziwa debiutantka na wszystkich frontach. Tyle rzeczy się działo po raz pierwszy!
> pierwszy lot samolotem - którego Mama się tak obawiała, szczególnie, że odbywał się wieczorem. No cóż, wszystko przebiegło doskonale, chrapałam w najlepsze wyciągnięta na siedzeniu między Mamą i Tatą. Tak... Wszystko było doskonale aż do lądowania, kiedy po raz trzeci Mama mnie spionizowała i przypięła do siebie. Na miłość Boską, ileż razy można człowieka budzić jak śpi, hę? Ja jestem bardzo tolerancyjna, ale ma się te swoje granice. Wyraziłam pełnym głosem głębokie oburzenie. I wyrażałam je długo i dobitnie... Aż wszyscy dookoła patrzyli na Mamę z byka. I bardzo dobrze.
> pierwsza kąpiel w zlewie kuchennym - i druga, i trzecia, i czwarta ;-) Komu tam potrzebne wymyślne sprzęty kąpielowe. Ważne żeby była kaczuszka i błyszczący kran do zabawy. Reszta nie ma znaczenia
> pierwsze spacery po plaży - no... spacerowała Mama, Tata, Babcia i Dziadek. Za to ja ochoczo towarzyszyłam w chuście. Głównie śpiąc. Z nadmiaru świeżego powietrza :-)
> pierwsze prawdziwe kroki raczkowaniowe - natychmiast zapomniane, ale ja Wam jeszcze pokażę
> pierwsze wspinanie się na sprzęty - niczym King-Kong, czy też może raczej Queen-Kong!
> pierwsze karmienie łabędzi - choć muszę przyznać, że zupełnie nie mogłam się połapać o co chodzi, kto je co i dlaczego nie mogę zjeść chlebka. Tak czy inaczej - obserwacja była fascynująca.

Naprawdę nie chciałam wracać do domu...

No comments:

Post a Comment