Thursday, 25 December 2008

Christmas time, mistletoe and milk

Czyli Święta Święta i po Świętach...

When scheduling my arrival I was doing my best to make sure that I'm in the right place and in the right time to participate in Christmas celebrations with my Mom, Dad and Babcia Dana. It was well worth it - I can certainly say I like Christmas for a few reasons: Christmas tree, food and presents :-). My Mom was also explaining to me the Real Meanings, but for now it all seems a bit blurry plus I have my own spiritual beliefs - as portrayed here. I try to find my own spiritual path by trying a Little Buddha position or re-enacting cross symbols. Mom also says I stare at Angels a lot or put on a face of someone trying to remember Heaven :-)

Now - back to the subject and some details for you about what I liked best about Christmas.
Firstly - the tree. I spent a good hour staring at Mom decorating the Christmas tree - the colourful sparkly lights were my definite favourites. Mesmerising! Mom highly appreciated their soothing impact ;-)
Secondly - food. I managed to taste most of the Christmas eve supper and Christmas dinner by proxy ;-) Despite of what Mom and Dad were told by bad fortune tellers - I didn't die or explode of beans or cabbage or fried carp. Mind you Mom was being pretty reasonable with the amounts.
Thirdly - presents. This was a real feast! Angels and Santas from all over the place favoured me with lovely books, toys, clothes and sockies. I'm actually already using most of the stuff (apart from the ones I still need to do some growing for) - my recent favourite is the crunchy Caterpillar christened Gosia by Dad.
Planując moje przybycie bardzo starałam się, żeby znaleźć się w odpowiednim czasie i miejscu aby zauczestniczyć w obchodach Bożego Narodzenia z Mamą, Tatą i Babcią Daną. Wiedziałam co robię! Mogę z całą pewnością stwierdzić, że bardzo lubię Boże Narodzenie z trzech zasadniczych powodów: choinki, jedzenia i prezentów :-) Mama zapoznała mnie również z wykładnią Prawdziwego Znaczenia Świąt, ale jak dla mnie póki co brzmi to dość mgliście, szczególnie, iż posiadam własne przekonania duchowe, które przedstawiam na pierwszym z podwójnych zdjęć powyżej. Poszukuję własnej ścieżki duchowej a to przyjmując postawę Małego Buddy, a to znowu odtwarzając symbol krzyża. Mama twierdzi, że często gapię się również na Anioły i przyjmuję wyraz twarzy osoby wspominającej Niebo ;-)

Wracając jednak do rzeczy - wyjaśnię dokładniej dlaczego lubię Swięta.
Po pierwsze - choinka. Spędziłam dobrą godzinę wpatrując się w Mamę ubierającą choinkę. Prawdziwym hitem okazały się kolorowe migoczące światełka. Hipnotyzujące! Mama szczególnie doceniła ich uspokajający wpływ na Niektórych Domowników ;-)
Po drugie - jedzenie. Udało mi się pośrednio skosztować prawie wszystkich dań Świątecznych. Wbrew temu, co Mamie i Tacie złowrogo wieszczyli Znawcy Tematu - nie umarłam ani nie pękłam po spożyciu grochu, kapusty oraz smażonego karpia. Inna rzecz, że Mama zachowała podziwu godzien umiar.
Po trzecie - prezenty. To dopiero była uczta! Aniołki i Mikołajowie z różnych stron hojnie obdarowali mnie książeczkami, zabawkami, ubraniami i skarpetusiami. Właściwie to większość z tych rzeczy jest już w obrocie (poza tymi, do których muszę jednak jeszcze trochę dorosnąć). Moją ulubienicą jest obecnie szeleszcząca Gąsienica, ochrzczona przez Tatę jako Gosia.

No comments:

Post a Comment