Thursday, 18 December 2008

Welcome home Little Crabblette

Czyli "Witaj Hanusiu Crabb-usiu"...

After a week of involuntary closure we were let out by The Medical Institution. Didn't quite enjoy the ride back home in the car seat. Middle of traffic, too hot in too big a romper suit, generally a bit uncomfortable. I was doing my best not to scream too loud and not to stress my Mom and Dad who seemed petrified enough with the prospect of staying home alone with ME! It was exciting to see MY HOME, even though couldn't see too much of it due to darkness and my imperfect eyevision (some claim that I see things upside down, but they must be thinking of babies in Australia maybe? ;-)).
I was moved to see a welcoming banner, officialy stating that I'm welcome and that it's my home from now on. I could see the hand of Babcia Dana in it! Daddy did the baloons.
At home I have my cot upstairs and a cradle on the wheels downstairs that Mom drags around wherever she goes. It is very kind of her indeed. Daddy made sure that the cradle doesn't fall apart and added some aerodynamics to its structure. As my Dad is an aircraft engineer :-)
At home with time I discovered an interesting thing. As the pictures show - it seems to be inhabited by people who must be really bored and have nothing to do in life! How else would you explain the fact that I see them sleeping most of the time? I heard them mentioning it may have something to do with my arrival, but how come - I don't understand. I don't have a boring bone in me!

Po tygodniu przymusowego zamknięcia Instytucja Medyczna wypuściła nas do domu. Podróż w foteliku samochodowym do domu niespecjalnie mi się podobała. Korki, za gorąco w za dużym kombinezonie, generalnie tak sobie. Bardzo się starałam zbytnio nie wrzeszczeć, żeby dodatkowo nie stresować Mamy i Taty, którzy i tak byli wystarczająco przerażeni perspektywą pozostania ze MNĄ sam na sam :-)
Super było zobaczyć MÓJ DOM, choć widziałam go tylko w zarysie, ze względu na wieczorne ciemności oraz przejściową niedoskonałość widzenia (niektórzy nawet twierdzą, że widzę świat do góry nogami, ale mają tu chyba na myśli jakieś dzieci z Australii? ;-))
W domu wzruszył mnie powitalny napis stwierdzający, że miło mnie widzieć i że to od teraz mój dom. Nietrudno było zobaczyć w tym rękę Babci Dany. Wieść niesie, że Tata dmuchał balony :)
W domu mam na górze swoje łóżeczko, a na dole kołyskę na kółkach, którą Mama ciąga za sobą gdziekolwiek idzie. Bardzo to miło z jej strony. Tata zabezpieczył mi tę kołyskę i wprowadził do niej elementy aerodynamiczne. Bo mój Tata to inżynier od samolotów :-)
W domu odkryłam ciekawą rzecz. Otóż jak widać na zdjęciach - jest on zamieszkiwany przez osoby, które muszą nieustannie się nudzić i nie mają w życiu nic do roboty! Jak inaczej wyjaśnić fakt, że większość czasu spędzają śpiąc? Coś mi się obiło o uszy, że ma to pewien związek z moją osobą, ale nijak tego nie pojmuję. Przecież we mnie nie ma ani krztyny nudy!

No comments:

Post a Comment