Saturday, 31 January 2009

I'm back and I'm bad :-)

Wróciłam...

So... I've been away for a while. I've spent the last 2 weeks being dragged around medical institutions by Mom. I'm sure she was well meaning and I actually enjoyed my snoozes in the car seat, but it also involved getting stabbed and jabbed which I didn't quite appreciate. And it's all because THEY decided there was something wrong with me... THEY know nothing, as far as I'm concerned! I'm fine, just fine.
The stabbing and prodding led THEM to conclusion that Jaundice hasn't left me yet. What they do not know is that Jaundice and I are good childhood friends, have known each other forever. You don't leave a friend for no reason...
However, with the help of medication Jaundice realised she had to be going. But in order not be too lonely - I have made a new friend with Anaemia... Dad says that now not only am I yellow, but also pale... Not quite sure if it's a compliment ;-)
So now we have a hospital at home. I hate all the drops and powders dearly, my biggest Enemy is Iron. Sometimes I think I'd rather suck nails and forks... Still... have to keep smilin'...

Jako ze nie bylo mnie tu ostatnimi czasy, winna jestem dwa slowa wyjasnienia. Otoz przez ostatnie dwa tygodnie Mama wozila mnie po roznych instytucjach medycznych. Jestem przekonana, ze Mama miala dobre checi, poza tym dobrze mi sie przysypialo w foteliku samochodowym, ale wizyty owe wiazaly sie rowniez z kluciem i dzganiem, ktore przy najlepszych checiach trudno uznac za fajna przygode... A to wszystko dlatego, ze ONI uznali, ze ze mna jest cos nie tak... Co tam ONI wiedza... Mam sie dobrze, po prostu znakomicie.
Cale to klucie doprowadzilo ICH do wniosku, ze Zoltaczka mnie jeszcze nie opuscila. Oni w ogole nie wiedza, ze my z Zoltaczka jestesmy starymi przyjaciolmi z dziecinstwa, znamy sie od zawsze. No a przeciez nie opuszcza sie przyjaciol bez powodu...
Po podaniu lekarstw Zoltaczka jednak zorientowala sie, ze czas sie zbierac. W tych okolicznosciach, zeby nie czuc sie samotna, zakolegowalam sie z Anemia... Tata mowi, ze nie doj ze jestem zolta, to jeszcze blada ;-) Nie jestem pewna czy to komplement...
Tak wiec mamy szpital w domu. Nie znosze tych wszystkich kropelek i prochow, a moim najwiekszym wrogiem jest Zelazo. Czasem sobie mysle, ze wolalabym ssac gwozdzie i widelce... No ale coz, trzeba robic dobra mine...

No comments:

Post a Comment